Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczywistość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczywistość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2026

Sen o warstwach


Przyśniło się przechodzenie między wymiarami. Przejścia były niepodobne do siebie. Czasem mur wokół pałacu, czasem czarna tekstylna winda ze skomplikowanym systemem podnośników. Po drugiej stronie ostatnim razem wchodziło się trudno, spadając potem z wielkiego drzewa, niby Drzewo Świata. Długie to było spadanie i pełne krzyku - końca nie widać. Ale upadek po takim locie w dół strasznym zakończył się w ostatnim kadrze miękkim zeskokiem. W ciszy. Przewoźnikiem tym razem okazał się śmierdzący kot, zmechacony i zły, że się ma do niego jakieś pretensje (o zapach). Szybko wrócił na swoją stronę. Przez jakiś czas nie będziemy przyjaciółmi. 

Stałem teraz po obu stronach rzeczywistości, ale nie wszędzie w pełni uczestnicząc. Czasem tylko widzem. Te wymiary uzupełniały się jakby. Przechodzenie było konieczne z niejasnych względów. Było też niełatwe. Teraz kiedy się obudziłem, mam w sobie głębokie poczucie zrozumienia sensu tych uzupełniających się wymiarów. Nie są to rzeczywistości alternatywne, lecz jakby warstwy jednej „opowieści”, które nie przenikają się. Stąd potrzeba podróży.

środa, 15 lutego 2023

UMBRARUM HIC LOCUS EST

Samuel Araya, Where black stars rise

Było w tym cmentarzu coś wyjątkowo ponurego. Może to także zasługa pogody - gęste chmury, przenikliwy wiatr i zimny deszczyk, wciskający się za kołnierz. Mieliśmy przejść przez kutą bramę i dalej, wzdłuż szpaleru niczym nie zwieńczonych kolumn iść główną aleją. Potem skręcić w prawo, ku świeżym grobom. 

Uderzyła mnie aura betonowej pustki. Dwie ciężkie bryły materii powitały nas już za bramą. W jednej z nich umieszczono trzy wejścia. Nad dwoma bocznymi rzymskie sentencje, a nad środkowym krzyż solarny wpisany w krąg. Dziwny akcent, pomyślałem. Wyraźnie pogański, a tutaj wręcz ezoteryczny. Przyjemny.

Dalej rosły młode brzózki i jak okiem sięgnąć rozciągała się ogromna przestrzeń płaskiego trawnika, poprzecinanego betonowymi alejkami. Grobów z początku widać nie było. Miało się wrażenie przebywania w miejscu pustym, naznaczonym jakimś piętnem, które żywego ducha trzyma z dala. Opuszczony obóz koncentracyjny, albo jakieś wypalone do ziemi ruiny przemysłowe, do których zagląda już las, mogłyby mieć w sobie coś z tej atmosfery.

Grób wujka odnaleźliśmy bez problemu, bo zajętych sektorów było niewiele, a świeżych grobów ledwie trzy. Nie mając ze sobą znicza, starałem się szybko rozpalić wyobrażony. Chciałem ustawić go tak, żeby rozświetlił jak najbardziej soczystym i ciepłym światłem mokrą ziemię mogiły i resztki śniegu na niej. Nie szło mi najlepiej, choć przywoływałem wyraźne, silne wspomnienia takich świateł. Tutaj coś starało mi się przeszkodzić. Coś stawiało opór nie pozwalając mi się skoncentrować. Ilekroć rozbłyskało już wyobrażone światło, a ja usiłowałem rozlać je jak najszerzej, pojawiała się jakaś krępująca, dusząca atmosfera żalu i zwątpienia. Niby wiatr z deszczem także w tym nie pomagał, choć akurat tego rodzaju kontrastowe przeciwności czasem sprzyjają jeszcze wczuciu się. Tym razem tak nie było. W końcu uznałem, że lepiej będzie jeśli odłożę tę operację na później, poprzestając na tym małym płomieniu, który udało mi się mimo wszystko przywołać.

Kiedy już wracaliśmy, kierując się znów ku betonowym blokom materii, które dzieliły nas od parkingu, wiatr powiał silniej z naprzeciwka. Zastanowiłem się wtedy jak by to było zanocować tutaj, osłaniając się przed tym wiatrem tylko pałatką i nieustannie dokładając do z trudem utrzymywanego ognia. Przestrzeń z trzech stron otwarta, parę brzózek i ten hulający z deszczem wiatr - dobra scenografia, do rozpamiętywania czegoś, co rozpamiętywać się pragnie, gdy się jest wiecznie zmarzniętym duchem.

Mijając betonową kaplicę, która, jak się później dowiedziałem, nazywana jest domem przedpogrzebowym, przyjrzeliśmy się bliżej łacińskiej sentencji nad jednym z wejść: 

                                         UMBRARUM HIC LOCUS EST*

Rozmawialiśmy o niej właśnie, kiedy zaraz za kutą bramą cmentarza, niespodziewanie zagadnęła nas jakaś kobieta, która jakby wyrosła spod ziemi:

- Przepraszam, czy jadą państwo może do Piaseczna?

- Nie, jedziemy do Warszawy – odpowiedziała Asiula bez chwili namysłu.

- Aha... - nie widziałem wyraźnie twarzy tej kobiety, ale wydało mi się, że uśmiechnęła się ironicznie.

Źle się czułem z tym, że jej nie podwieźliśmy, bo przypuszczałem, że wracając przez Piaseczno nie nadłożylibyśmy wiele drogi. A tam, na tym wygwizdowiu, na co mogła czekać? Na kogoś znajomego, kto ją odbierze? Raczej chyba na autobus podmiejski, który będzie nieprędko.

Zapytałem potem Asiulę dlaczego tak szybko odmówiła, wykręcając się drogą prosto do Warszawy. Stwierdziła, że ta kobieta ją wystraszyła. Że miała jedno oko tak ciemne i nabiegłe krwią, jakby to był pusty oczodół.

Kim ona była? Czy mieszkała w Piasecznie? Czy ktoś czekał na nią? Co się stało z jej okiem? Kogo tu odwiedzała w tak paskudną pogodę?

*(łac.) TO JEST KRAINA CIENI

niedziela, 18 lipca 2021

Dlaczego istnienie nie jest snem


Porównuję istnienie do snu (tutaj). Jednak nie dlatego to robię, żeby uciec od zastanawiania się czym ono może być i żeby zamknąć je w jakiejś upraszczającej koncepcji. Istnienie nie jest czymś jak sen ulotnym, nie jest „tylko snem”. Przeciwnie, do snu podobne jest dlatego, że zbudowane ze znaczeń. I tak, jak we śnie, zdarzenia nie kłaniają się zasadom logiki, tak „w życiu” mają swoje własne miejsca, których mapy ludzka percepcja, na różne sposoby i z różnym skutkiem, próbuje komponować.

Istnienie nie jest więc snem jako czymś, co się dokonuje i przemija, lecz samo sobie określa ramy, w których się przejawia. Jego materia jest plastyczna, jak materia snu i podległa prawidłom opowieści, którą sen snuje.

Gdyby więc ktoś chciał pozbawić się możliwości zadawania pytań o rzeczywistość, o życie, o istnienie, o to czym są znaczenia budujące opowieść, to może wyobrazić sobie, że istnienie jest tylko snem, śnionym przez kogoś. Czymś zamkniętym, co się rozpoczęło i zakończy. Czymś „tylko”. 

Ale jeśli ten ktoś woli przygody poznania i lubi dziwić się rozglądając wokół, to lepiej żeby wyobraził sobie sen, który snuje się bez śniącego i wciąż wątpi, czy aby na pewno jest snem. A czasem zaczyna podejrzewać, że tak, jest nim i nie jest jednocześnie.

wtorek, 19 maja 2020

Pożyteczny błąd poznawczy

Zdobiona paleolityczna muszla z gór Zagros w Iraku (fot. Chris Hunt)

Niektóre pożyteczne błędy poznawcze: pozorny ruch słońca, kolory, czas, ruch, wrażenie, że wszystko ciąży w dół, wreszcie rozkładanie świata na elementy, czyli postrzeganie rzeczy.

Każde opisywanie świata poprzez rzeczy, a więc na podstawie błędu poznawczego (jakkolwiek sprzyjającego życiu), to zawsze jedynie tworzenie kolejnego mitu. Także mitu naukowego. Nie ma rzeczy, które by istniały same dla siebie. Nie istnieją żadne wydzielone składniki świata. A nawet świat jako po prostu jedna rzecz niepodzielna. W tym sensie nie istnieje więc także rzeczywistość - istność rzeczy. Możemy jedynie w przybliżeniu powiedzieć, że odbywa się ona, albo ma swoje miejsce na sposób jakby opowieści.

A co jest dalej? Co jest poza, albo pod opowieścią? I czy tam coś w ogóle musi być?
O tym nie możemy powiedzieć nic.

niedziela, 6 stycznia 2019

"Moon" z 2009 roku. Metafizyczna inspiracja w pozornie prostym obrazie.


Jeszcze jeden film wzbudzający podejrzliwość wobec rzeczywistości. Kiedyś lubiłem bawić się koncepcją, w myśl której cały świat jest moją senną wizją. Oczywiście nie moją w sensie osobowym. Raczej wizją projektowaną i "wyemanowaną" przez jakiegoś nieosobowego mnie, który mnie osobowego sobie wyobraża, podobnie jak wyobraża sobie wszystkie inne osoby, wszystkie zdarzenia, rzeczy, myśli, cały czas i całą przestrzeń. Żeby to sprawdzić opowiadałem spotykanym w snach postaciom, że są wytworami mojego umysłu. Zwykle reagowały milczeniem i wpatrywały mi się w oczy. W ich oczach widziałem wtedy odbicie swoich. I coś jeszcze, coś bardzo trudnego do uchwycenia. Następowało wtedy dziwne drżenie całego sennego krajobrazu, po czym zwykle budziłem się.

I tutaj moja zabawna myśl znów do mnie zamrugała, pozwalając obracać się w innych myślach i zastanawiać co by było, gdyby z rzeczywistością faktycznie było tak, jak sobie to kiedyś wyobrażałem.
Banałem jest stwierdzenie, że wszystko jest inne niż się wydaje, ale już sam kosmos - kiedy patrzeć na niego jakby po raz pierwszy - jest tak dziwny, tak uderzająco odmienny od tego co mamy wokół, że chce się za każdym razem pytać: Co tu się właściwie dzieje? Co to jest?

poniedziałek, 7 maja 2018

Nierzeczywistość



Czy wszystko nie jest dziwne? Świat. Niebo, kolory, pomieszczenia, dzianie się - cały ten ład, przyczynowość i brak przyczyny. Najważniejsze, żeby odkryć co to za miejsce i co tu się dzieje. Ktoś odpowie, że nie jesteśmy do tego zdolni i warto tylko wypełniać swój czas jakimś mniej lub bardziej sensownym działaniem. Ale przecież takie tłumaczenie jest elementem tej samej, dziwnej, podejrzanej całości. Należy do tej dziwności i z niej wypływa, więc nie warto mu zawierzać. O tym jaka jest prawda mogę przekonać się tylko sam i tylko wykraczając poza opinie, sądy i zbudowane na bazie przeświadczeń wyobrażenia. Przede wszystkim, poza wyobrażenie o sobie i swoich ograniczeniach.
Pytanie więc brzmi: Czym jest to, co zdaje się mieć byt? Albo prościej, zupełnie prosto, patrząc i słuchając, czując: Co to jest?

Kiedyś już pytałem o to siebie, będąc jak w zamkniętym pudełku z lustrem udającym niebo. Ale może to niebo jest jednak prawdziwe i nie ma dalej żadnej innej, nieskończonej sfery?
Zbyt to proste, zbyt oczywiste... Budzi powracające wątpliwości. Tym bardziej jeszcze zadziwia przeczucie konieczności wszystkiego. Jest tak, jakby ktoś chciał żebym uznał realność pułapki, w której mnie zamknięto i zgodził się na jej umniejszające ograniczenia, mimo że na każdym kroku wywołuje ona poczucie absurdu.
Niedorzeczność? Być może, ale co jeśli tylko w niej pozostała jeszcze jakaś wąska szczelina, przez którą prześwieca słabe światełko prawdy?

niedziela, 19 listopada 2017

"Kto poznał świat, znalazł trupa"

Obraz Zdzisława Beksińskiego


"Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart"
Ewangelia według Tomasza, tłum. Albertyna Szczudłowska-Dembska i Wincenty Myszor

   Wyobraźmy sobie rodzaj grzyba, który porasta usta martwego człowieka. Powiedzmy, że ma barwę niebieskawą z białymi akcentami. Trup zaś jest już wysuszony i w znacznym stopniu zmumifikowany, jednak grzyb na razie opanował w sposób widoczny tylko część jego ust. Gdyby ten grzyb mógł posiadać świadomość swojego istnienia, uznałby pewnie ludzkie zwłoki, dzięki którym żyje, za swój dom i za cały dany sobie świat. Trudno oczekiwać, że mógłby próbować powiedzieć coś o istocie tych zwłok, a co dopiero o tym, kim mógł być człowiek, do którego należały. Wyobraźnia grzyba, pomimo jego zakładanej przez nas inteligencji i świadomości, zapewne nigdy nie byłaby w stanie przedstawić sobie czym mógł być człowiek, którego zwłoki grzyb teraz zamieszkuje. Przypuszczalnie przedstawiałby sobie swój świat, czyli zwłoki, jako pewnego rodzaju pierwotną materię, której struktura byłaby dla niego kompletnie niezrozumiała i całkowicie odmienna od jego struktury. Gdyby jednak tłumaczył sobie w jakiś sposób swój świat i siebie samego, jego wizje budowane by były w oparciu o jego stosunek do owej pierwotnej materii, czyli wyobrażałby sobie na przykład, że zwłoki, czyli cały jego świat, są po prostu większym od niego grzybem, który na swój sposób żyje, a jego istnienie jest sensowne i celowe dla niego samego.
   Wobec świata, który jawi nam się jako dom, my - ludzie, podobni jesteśmy do tego grzyba. Myśląc w ten sposób możemy więc sobie przedstawić, że również nasze wyobrażenia o Wszechświecie, o czasie i przestrzeni są tylko pewnego rodzaju analogiami do tego, co stanowi podstawę naszego funkcjonowania, czyli np. do naszych zmysłów albo naszych zachowań. Świat jest, tymczasem, zawsze czymś innym, niż to, czym go widzimy i nigdy nie będziemy potrafili zobaczyć, ani tym bardziej zrozumieć tego, czym on jest naprawdę, poza naszym spojrzeniem. Widzimy bowiem tylko swoje własne treści na świat projektowane. Chyba należy to sobie wyobrażać tak, że samo istnienie świata już jest jakąś naszą projekcją, a więc nasze istnienie także nią jest. Kto więc te projekcje tworzy i czy w ogóle musi ktoś taki istnieć? A może są one czymś, co jedynie objawia nam się jako projekcja, podczas gdy stanowi coś w rodzaju pozbawionej przyczyny i celu twórczości samej w sobie? I nie istnieje tu ani twórca, ani proces. Wszystkie rzeczy, cały czas i przestrzeń, znajdują się natomiast w jednym miejscu, albo nie ma ich nigdzie, a jedynym co istnieje są same w sobie wizje zdarzeń.



sobota, 29 lipca 2017

Postaciowanie



Chaos jest bezpostaciowy. Jest istnieniem niestworzonym. Nieistnieniem. Żeby osiągnąć postać, potrzebuje walki ze sobą samym. Postacią chaosu jest świat, który istnieje jako walka. "Wojna ojcem wszystkich rzeczy" - jest tu sprawczym Logosem. Prawem. To prawo opiera się chaosowi, czerpiąc moc ze swojej zasady samostanowienia.

Warto myśleć o myślach Heraklita.

"I tu też są bogowie" oznacza, że działa tu prawo zagarniające chaos i opierające się mu. Czy opierające? Skoro ma go jako swoją istotę?

Dlaczego walczyć, kiedy walka z istotą walki skazana jest na porażkę? Paradoks.

Dlatego, wyłącznie dlatego, że trzeba walczyć. Nie dla stwórczej funkcji tej walki, ale dla dziwnej, boskiej, ponadboskiej zasady sprzeciwu, która zrodziła się w chaosie, i której on nie opanował. Nie, bo nie. Tak, bo tak. Nie dlatego, żeby zachować ludzki świat, ale dla samej najdziwniejszej z dziwnych dziwności. Dla nieznanej zasady stworzenia, którą masz przed nosem w postaci: "Bo takie jest prawo". Dla mocy bycia. Prawo jest wolą postaciowania chaosu. Jest to wola chaosu, by zostać postacią, która jest. Jest tylko to, co wyszło z chaosu jako jego postać. I nie ma dla niej powrotu do bezpostaciowości, dopóki mówi: jestem, bo jestem.

czwartek, 6 lipca 2017

Narkotyk "Co dalej?" - część 2


Athanasius Kircher - Mundus subterraneus, Amsterdam, 1682
(źródło: www.gnosis.art.pl)
 

„Wiara w sens życia jest jedynie udziałem ludzi płytkich. Ze świadomością irracjonalności istnienia żyć tak, jakby ono było racjonalnym - to jest jeszcze marka. To leży między samobójstwem a bezmyślnym bydlęctwem.”

                                                                                                                        Witkacy


Z punktu widzenia pytania "Co dalej?", to co było stanowi pewnego rodzaju fabułę, której podtrzymywanie zapobiega odkryciu, że brak tej fabule istotnego spoiwa w postaci sensu.

Stworzenie sobie sensu byłoby możliwe, gdyby istniało wewnętrzne przeświadczenie, że natura istnienia jest amorficzna i uzależniona od ludzkiej woli. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy tak jest, więc przyjęcie takiego poglądu byłoby okłamywaniem się.

Patrząc z drugiej strony, sens życia jest najważniejszą, ściśle ludzką potrzebą, a posiadanie go determinuje całokształt życia jednostki. Wiedząc o tym, można by podporządkować mu wszystkie inne kategorie, łącznie z prawdą. Wola sensu uzależniałaby wtedy od siebie wszystkie wartości, czyniąc z nich narzędzia do budowy zależnego od siebie świata, będącego własnym interpretowaniem istnienia tak, jakby istota tego istnienia była bezpostaciowa.


środa, 5 lipca 2017

Narkotyk "Co dalej?"



Pytanie "Co dalej?", zadane życiu, jest prośbą o podanie lekarstwa - egzystencjalnego narkotyku, odurzającego wrażeniem posiadania celu - czegoś zastępującego sens, którego brakuje.

Rodzi się z tego pożyteczne złudzenie. Nagle znów wydaje się, że istniejemy, bo mamy coś do zrobienia. A być może jesteśmy tylko snem o podmiotowości, albo nawet mniej - poblaskiem śnienia, które nigdy się nie wydarzyło i pozostaje potencjalnością, nieuświadomionym majakiem czegoś, co nawet nie posiada bytu.
Bo co to znaczy, że cokolwiek jest?
Nie potrafimy tego zrozumieć, ale wyczuwamy gdzieś za plecami, że to co jest, musi być zaangażowane. Musi robić coś, żeby dać się w ogóle uchwycić.
Wiedza o tym - zauważenie konieczności "posiadania zaangażowania" przez "to co jest" - w żaden sposób nie pomaga w odnalezieniu sensu tego czegoś. Sensu istnienia, bo ostatecznie o niego tu chodzi.

Mówi się, że jedynym sposobem na brak poczucia sensu jest stworzenie tego sensu, nadanie go swojemu życiu. Ale jaką wartość może mieć taki stworzony przez siebie samego sens? Czy nie jest on tylko jakimś desperackim samooszukiwaniem? Odciąganiem uwagi? Przecież nie można stworzyć czegoś ostatecznego. Ostatecznej prawdy uzasadniającej życie. A dopiero czymś takim byłby sens przezwyciężający śmierć z jej zaraźliwą nicością, niweczącą wszelkie zdobycze życia ludzkiego.

Pytanie "Co dalej?" jest więc prośbą o podanie lekarstwa - egzystencjalnego narkotyku, odurzającego wrażeniem posiadania celu - odurzającego zwykłym działaniem zastępującym sens, którego brakuje życiu.


piątek, 31 marca 2017

O kształcie



Nie potrafimy postrzegać tego, co jest nam niepotrzebne do egzystencji. Przeszłość i przyszłość to dla nas jedynie wyobraźnia, ponieważ jako zwierzęta nie potrzebujemy doświadczać zdarzeń jako całości. Dlatego, na podstawie ludzkiego sposobu pojmowania świata nie sposób dotrzeć do jakiejś prawdy. O czymś takim jak "kształt świata" możemy opowiadać sobie mity, które pozostają chwilowo użyteczne. Współczesne mity tworzy nauka. Od tych archaicznych różnią się one tylko paradygmatem, natomiast ich stosunek do jakiejś prawdy o istocie rzeczywistości jest ten sam – są to ludzkie fantazje, wyobrażenia.

Na podstawie tych wyobrażeń można jednak budować rozmaite działające rzeczy, teorie i urządzenia. Świadczy to o tym, że nasza fantazja u swoich podstaw jest ukierunkowana na praktykę, bo w istocie wywodzi się z czegoś bardzo praktycznego – z zachowań narzędziowych i stadnych - głównie ze wspólnych polowań, które wymagały od człowiekowatych planowania strategii i obejmowania umysłem sporej przestrzeni i czasu. Wyobraźnia ma więc działać, a nie powiadamiać o "prawdzie" i w tym sensie jest jak instynkt.

Wobec tych uwarunkowań, prawda - by tak rzec - „o istocie rzeczy” pozostaje nam niedostępna, a być może nawet nie istnieje w ten prymitywny, funkcjonalny sposób, w jaki pojmujemy istnienie.

Mówiąc prosto i przykładowo: To, że widzimy np. planetę jako kulistą, wcale nie oznacza, że ona naprawdę jest kulista. Oznacza to jedynie, że taki sposób postrzegania zjawisk "tworzących pojęcie planety” jest dla nas najkorzystniejszy z punktu widzenia ekonomii wyobraźni.

wtorek, 6 grudnia 2016

Ragnarok, chaos, świat

Johannes Gehrts, Ragnarok

  Trudno zrozumieć, dlaczego życie istnieje jako wyjątek od nieożywionej materii, ale lubię myśleć o tym jako o działalności chaosu, z jego buntowniczą przypadkowością.
  Chaos zdaje się mieć w sobie pewnego rodzaju „bluźnierczą” tendencję do tworzenia form przeciwnych temu, co zostało dotychczas osiągnięte. Jest więc ciśnieniem odśrodkowym - ekspandowaniem we wszystkich kierunkach.

  W mitologii skandynawskiej natrafiamy na wątek, który zdaje się całkiem nieźle obrazować czym jest świat ludzkiego porządku, którego doświadczamy na co dzień.
  Opowieść tę przytacza Snorri Sturluson w Eddzie Prozaicznej. Mówi ona o tym jak Asowie, bogowie będący gwarantami praw utrzymujących w całości istnienie świata i nieustannie odpierający ataki sił chaosu, rozumianego tutaj jako pewnego rodzaju „zewnętrze” – olbrzymów i potworów – postanawiają któregoś dnia wznieść nowe mury swojego grodu, Asgardu. Właściwie, inicjatywa nie wychodzi od nich, ale od jednego z olbrzymów, który składa im propozycję przebudowania i wzmocnienia tychże murów. W zamian olbrzym pragnie otrzymać za żonę boginię Freyę, ale żąda też słońca i księżyca, na co bogowie reagują początkowo gniewem i przeganiają go. Podstępny bóg Loki wpada jednak na pomysł oszukania budowniczego i namawia Asów do przyjęcia oferty, argumentując że murów nie uda się wybudować w założonym przez olbrzyma terminie, więc będzie można odmówić zapłaty. Umowa zostaje zawarta i olbrzym rozpoczyna budowę. Okazuje się jednak, że dzięki pomocy ogiera Swadelfariego, praca przebiega nadspodziewanie szybko i tylko dzięki sztuczkom Lokiego udaje się bogom wymigać od płatności, podczas gdy mury są niemal ukończone. Olbrzym wpada w gniew, domyślając się, że zastosowano przeciwko niemu podstęp i atakuje Asów. Zostaje jednak zabity przez boga Thora.

 Edda Poetycka przedstawia to zabójstwo wyraźnie je piętnując:

Thor gniewem wzburzon samowładnie młot
wzniósł
- Rzadko spokojny w podobnych sprawach:
Złamane słowa, przysięgi i śluby,
i ważne umowy wspólnie zawarte.

(Tłumaczenie: Apolonia Załuska- Stromberg)

  Bóg, będący strażnikiem umów, sam łamie umowę, a przez ten czyn dochodzi do pogwałcenia praw, które bogowie ustanowili przy stworzeniu świata. Wydaje się, że jest to warunek wstępny, który musi być spełniony by mógł nastąpić Ragnarok – dzień zmierzchu bogów, kiedy świat ma zginąć w płomieniach, niesionych przez olbrzyma Surtra. Bez naruszenia przez bogów ich własnych praw, niemożliwe byłoby późniejsze zerwanie więzów przez Lokiego i demonicznego wilka Fenrira, oraz zalanie świata przez siły reprezentujące chaos. Jednocześnie, jest to wydarzenie konieczne z punktu widzenia mitologii nordyckiej - coś czego uniknąć nie sposób - przeznaczenie bogów, ludzi i świata, o którym wiadomo od początku, że splata się z samym sensem ich istnienia.
 
  Wracając do rozważań o chaosie - jeśli bogów potraktujemy jako personifikacje treści archetypowych, a prawa których strzegą, uznamy za zasady, na których opiera się ludzki ogląd świata, to znajdziemy tutaj odbicie procesu, z którym mamy do czynienia niemal nieustannie, w każdej chwili, kiedy jesteśmy przytomni i świadomi.
  Ład, będący podstawą naszego kosmosu, wynika z porządkujących funkcji ludzkiego umysłu, zanurzonego w rzeczywistości w istocie niepoznawalnej i nieskończenie dynamicznej – rzeczywistości pierwotnego chaosu, z której wyrywa człowieka poczucie, że „przeżywa on swoje jednostkowe życie w świecie”.
  Ragnarok, dokonuje się więc w każdym momencie, jako walka o uporządkowanie świata i uratowanie go od przemijalności. Temu służyć mają idee, pojęcia i symbole. Ale większa część tej walki należy nie do ludzi i ich woli zatrzymania „stawania się” świata, lecz do bogów – archetypów i mechanizmów odpowiedzialnych za percepcję rzeczywistości.
  Nie istnieje żadna jednostkowość, która - niby jakaś wyspa światła - byłaby wyjątkiem od owego morza chaosu, stanowiącego jedyną rzeczywistość, ani nie istnieje świat, który byłby jakimś zewnętrznym wobec człowieka kosmosem.
  Być może sam fenomen postrzegania przez człowieka chaosu, jako „ubranego” w pewien ład i sens, jest efektem twórczej działalności tego chaosu. I jest, podobnie jak fenomen zaistnienia życia pośród martwej materii, przejawem dążności chaosu do przekraczania form już przez siebie stworzonych.
  Nasz ludzki kosmos, taki jakim się wydaje, byłby więc wobec rzeczywistości chaosu tym, czym żywy organizm wobec martwej przestrzeni kosmicznej – przypadkiem.

czwartek, 17 listopada 2016

Radość, rzeczywistość, maszyneria woli

Zdzisław Beksiński, Bez tytułu

Prawa rządzące światem, czy to w skali mikro, czy makro nie są powszechnie znane, wobec czego nie jest zrozumiane miejsce człowieka w świecie. A miejsce to zdaje się być bardzo niekorzystne. Oszukujemy sami siebie i dajemy się oszukiwać przyrodzie. Jako zwierzęta obdarzone ograniczoną, działającą wybiórczo świadomością, zamykamy się na wiedzę o naszym rzeczywistym położeniu.

***

Czy wobec wartości przyjętych przez ludzkość, wobec uogólnionych zasad wytworzonej przez nas moralności, przedłużanie istnienia ludzkości nie jest złem, przez to że nierozerwalnie wiąże się z generowaniem zła?

***

Czy większość działań, które podejmuje człowiek na rzecz kultury, nie ma na celu jedynie rozbudowywania iluzji jakoby był jakiś sens w kontynuowaniu życia istoty, której istnienie okazuje się nieznośnie przypadkowe?

***

Co myśleć o tym, że jesteśmy biologiczną maszynerią, bez jakiejś duszy i wolnej woli? Wola to tylko ciąg decyzji, wyborów z góry przesądzonych energetycznie. Świadomość, mylona z duszą, ma więc za zadanie jedynie wspieranie naszej skończonej egzystencji, w której ostateczną wartość stanowi coś tak trywialnego, jak przekazanie genów i wychowanie potomstwa.

***

Nawet myśl tego rodzaju jak ta, którą proponuję, jest prawdopodobnie koniecznym wykwitem jakiegoś podświadomego „programu ewolucyjnego ludzkości” na taki a nie inny czas. Przeczuwamy już wyraźnie zagrożenie przeludnieniem i kontrolę urodzeń, jako konieczność - gatunek instynktownie przewiduje zbliżający się kryzys i przygotowuje się do przetrwania go. Stąd powstające coraz częściej myśli, które mają stać się podłożem dla (prawdopodobnie) radykalnych rozwiązań.

***

Ludzka świadomość jest przereklamowana w swojej skuteczności (bo bardzo wybiórcza) i nie może stanowić dowodu na rzeczywistą autonomię jednostki ludzkiej.

***

Czy, wobec ludzkiego uogólnionego poczucia estetyki, życie - te wzajemne zależności istot- w swoich prawdziwych przejawach (czyli bez odurzenia przyjemnościami) nie są tylko obrzydliwością i groteską?

***

Prawda o naturze jest zupełnie inna od tego, co jesteśmy przyzwyczajeni nazywać pięknem natury, dostrzegając tylko pozór, fasadę, która w istocie jest projekcją naszych pragnień, rzutowaną na rzeczywistość.

***

Większość wytworów kultury synchronizuje ludzkie umysły i petryfikuje nawykowe myślenie - iluzoryczne treści, które tłumią prawdę o egzystencji. Aby poznać prawdę, móc ją do siebie dopuścić, konieczne jest wyjście poza synchronizację z nawykowym myśleniem - i co najważniejsze - odrzucenie przeświadczeń, zakwestionowanie ich, jakkolwiek by się nie wydawały „oczywistymi prawdami” (przeświadczenie, że się umrze również należy do nich!). Tak zwane "oczywiste prawdy" są maskami ukrywającymi „prawdy rzeczywiste”. Ale „prawdy rzeczywiste”, ten budulec świata, maskują byt.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Świadomość - instynkt powiadamiania


Jestem na bagnach i przyglądam się ptakom. Samica dzikiego łabędzia czyści pióra od pół godziny. Samiec obserwuje najbliższe otoczenie. Wydaje się, że nie niepokoi go nic, co dzieje się dalej niż trzydześci metrów od gniazda. Dlaczego zajmują się tylko tym? Czy ten samiec wie, że istnieje?








Ale co to znaczy wiedzieć, że się istnieje? Czy nie jest to tylko szeroko zakrojona świadomość okolicy, wynikająca z obserwacji - pewnego rodzaju „instynkt powiadamiania” o swoim położeniu - skaner, monitorujący sytuację wewnętrzną i zewnętrzną organizmu?

Przecież ja sam wiem o sobie, że istnieję tylko wobec czegoś. I jest to efekt obserwacji podobnej do tej, której dokonuje teraz samiec łabędzia, orientując się w sytuacji i starając ją kontrolować ze względu na bezpieczeństwo swoje, samicy i gniazda.

Ludzka „okolica”, która składa się na świadomość, jest po prostu dużo szersza, natomiast mechanizm tego instynktu jest podobny - to funkcja "powiadamiania" o swoim stanie i najważniejszych uwarunkowaniach w danym czasie i przestrzeni.

Nie ma mowy o odnalezieniu w ten sposób jakiejś "istoty rzeczy", jakiejś ukrytej prawdy o świecie albo o swojej naturze, ponieważ każde postrzeżenie dokonuje się względem czegoś zewnętrznego, a więc również uwarunkowanego postrzeżeniem, przy czym sam podmiot obserwujący jest dla siebie samego postrzeżeniem "zewnętrznym".

Gdybym spojrzał na siebie tak, jak patrzę na tego samca łabędzia, będąc, powiedzmy, „bardziej świadomą istotą” od niego, uznałbym że jestem wyłącznie funkcją świadomości - mechanizmem powiadamiania. Mechanizmem, który na podstawie obserwacji sytuacji wokół, czyli tego, do czego przymuszają go instynkty, stara się wyrokować o jakiejś "istocie siebie".

Dlaczego się o to stara? Czy to nie przedłużenie tej samej woli kontrolowania otoczenia, która sprawia że łabędź czuje zadowolenie, kiedy po prostu rozgląda się wokół gniazda, z poczuciem spełnienia w swojej prostej, narzuconej instynktem, roli?