Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 kwietnia 2017

Nieubłagany program zmartwychwstania

Hieronim Bosch, Ogród rozkoszy ziemskich

Podczas gdy rozpada się stary świat, wciąż daje się słyszeć świąteczne klaskanie w dłonie. Tak reorganizuje się zmęczony, zmierzchający porządek.
Porządek, którego pełnia przypadła na epokę średniowiecza. Wtedy to właśnie, system społeczno-kulturowy Europy barbarzyńskiej osiągnął swoją największą autonomię, a jego podstawa ideologiczna – religia chrześcijańska – spełniała wzorcowo swoją funkcję organizującą, stanowiąc bryłę, której nie były w stanie skruszyć nawet wybuchające tu i ówdzie herezje.
Dzisiaj zaś, faktycznie daje się wyczuć zmierzch ery. System rozpada się i wymaga odnowienia - odrodzenia na nowym poziomie. To, co dawne, nie może już zostać utrzymane, ani poprzez konserwację, ani poprzez gwałtowne rewolucyjne wyładowania, tak jak nie sposób przedłużyć życie starego człowieka, animując go prądem.

Obserwując społeczność przygotowującą się do „świąt zmartwychwstania”, których funkcja polega na cyklicznym odnawianiu systemu informacyjnego, organizującego tę społeczność, odczuwam te zabiegi jako nieświadome, automatyczne próby przedłużania agonii.
Stary świat rozpada się i jakkolwiek religia stara się z całych sił tego nie dostrzegać, to oczyma popkultury człowiek próbuje jednak zrozumieć ten straszny proces. Opowiada więc sobie na nowo stare mity odnowienia.

Dwa najważniejsze prezentują skrajnie odmienny scenariusz zakończenia.

Władca Pierścieni rysuje wizję sprzeczną z naturą i prawidłami, według których toczy się koło historii. Jest więc to wizja utopijna. Oto, po odparciu sił ciemności, system kulturowy „Ludów Zachodu” zostaje uratowany. Kończy się jednak pewna era, a wraz z nią ze Śródziemia znika magia i wszelkie jej przejawy. Nastaje era ludzi, a jej istotną cechą jest wyraźne odczucie pustki, „spłaszczenia” świata, który staje się pewnego rodzaju wydmuszką. Formą odartą z treści, gdzie „system” tak naprawdę nie zostaje odnowiony, lecz z wolna zanika. Na jego miejscu pozostają ruiny – ludzka kultura, w której zgasła już jakaś iskra, stanowiąca o jej istocie. Jest więc to wizja tylko pozornie szczęśliwa i optymistyczna, w istocie zaś zaświatowa i chciałoby się powiedzieć „egipska”, ponieważ stanowi zwieńczenie zachowawczych dążeń, wynikających z lęku i żalu, które doprowadzają do pewnego rodzaju mumifikacji. Tolkienowski świt nowej ery nie przynosi więc świata doskonalszego, lecz gorszy - ubogi cień poprzedniego.

Zupełnie inaczej przedstawia się śmierć systemu w Matrixie, gdzie do odnowienia potrzebny jest klasycznie umierający i zmartwychwstający wybraniec-mesjasz.
System zostaje tam zreorganizowany całkowicie, dokładnie tak, jak opisuje to wzorzec symboliczny świąt religijnych kalendarza rolniczego. Świat - Matrix - faktycznie umiera i odradza się wedle zawartego w sobie, koniecznego scenariusza, którego elementem, programem, jest nieświadomy swojej funkcji mesjasz-wybraniec. Mesjasz i jego antagonista dokonują zniszczenia i umożliwiają ponowne narodziny systemu, który gdyby pozwolić mu trwać, psułby się, coraz częściej wydając z siebie rzesze rebeliantów i wadliwie działających programów. Musi więc umrzeć, by dzięki niesionej w sobie informacji, dla której żyją i umierają miliardy jego komórek, odrodzić się w młodej i lepszej formie.
Bezpośrednią przyczyną pojawienia się (ukształtowania) mesjasza i jego antagonisty jest zawsze to samo – przypadek – konieczna właściwość autonomicznego, samoorganizującego się systemu.

System społeczno-kulturowy ewoluuje więc, dzięki informacji o jego „odświeżaniu”, przekazywanej w formie symbolicznej, czego wyrazem są między innymi cykliczne święta zmartwychwstania przyrody. Jest to więc rodzaj żywej pamięci, której nośnikami są jednostki ludzkie, nieświadome rzeczywistej i brutalnie funkcjonalnej istoty treści, które niosą poprzez czas, poprzez mechaniczne powtarzanie wyuczonych zachowań.

Świętujmy więc, bo śmierć świata, który znamy i jego zmartwychwstanie, zapisane są w programie, który przekazujemy - chcąc tego czy nie - w wiecznym dramacie, który dla nas stanowi pełną treści fabułę, ale widziany z boku jest tylko grą nieczułych i bezrozumnych potęg Konieczności.

czwartek, 17 listopada 2016

Radość, rzeczywistość, maszyneria woli

Zdzisław Beksiński, Bez tytułu

Prawa rządzące światem, czy to w skali mikro, czy makro nie są powszechnie znane, wobec czego nie jest zrozumiane miejsce człowieka w świecie. A miejsce to zdaje się być bardzo niekorzystne. Oszukujemy sami siebie i dajemy się oszukiwać przyrodzie. Jako zwierzęta obdarzone ograniczoną, działającą wybiórczo świadomością, zamykamy się na wiedzę o naszym rzeczywistym położeniu.

***

Czy wobec wartości przyjętych przez ludzkość, wobec uogólnionych zasad wytworzonej przez nas moralności, przedłużanie istnienia ludzkości nie jest złem, przez to że nierozerwalnie wiąże się z generowaniem zła?

***

Czy większość działań, które podejmuje człowiek na rzecz kultury, nie ma na celu jedynie rozbudowywania iluzji jakoby był jakiś sens w kontynuowaniu życia istoty, której istnienie okazuje się nieznośnie przypadkowe?

***

Co myśleć o tym, że jesteśmy biologiczną maszynerią, bez jakiejś duszy i wolnej woli? Wola to tylko ciąg decyzji, wyborów z góry przesądzonych energetycznie. Świadomość, mylona z duszą, ma więc za zadanie jedynie wspieranie naszej skończonej egzystencji, w której ostateczną wartość stanowi coś tak trywialnego, jak przekazanie genów i wychowanie potomstwa.

***

Nawet myśl tego rodzaju jak ta, którą proponuję, jest prawdopodobnie koniecznym wykwitem jakiegoś podświadomego „programu ewolucyjnego ludzkości” na taki a nie inny czas. Przeczuwamy już wyraźnie zagrożenie przeludnieniem i kontrolę urodzeń, jako konieczność - gatunek instynktownie przewiduje zbliżający się kryzys i przygotowuje się do przetrwania go. Stąd powstające coraz częściej myśli, które mają stać się podłożem dla (prawdopodobnie) radykalnych rozwiązań.

***

Ludzka świadomość jest przereklamowana w swojej skuteczności (bo bardzo wybiórcza) i nie może stanowić dowodu na rzeczywistą autonomię jednostki ludzkiej.

***

Czy, wobec ludzkiego uogólnionego poczucia estetyki, życie - te wzajemne zależności istot- w swoich prawdziwych przejawach (czyli bez odurzenia przyjemnościami) nie są tylko obrzydliwością i groteską?

***

Prawda o naturze jest zupełnie inna od tego, co jesteśmy przyzwyczajeni nazywać pięknem natury, dostrzegając tylko pozór, fasadę, która w istocie jest projekcją naszych pragnień, rzutowaną na rzeczywistość.

***

Większość wytworów kultury synchronizuje ludzkie umysły i petryfikuje nawykowe myślenie - iluzoryczne treści, które tłumią prawdę o egzystencji. Aby poznać prawdę, móc ją do siebie dopuścić, konieczne jest wyjście poza synchronizację z nawykowym myśleniem - i co najważniejsze - odrzucenie przeświadczeń, zakwestionowanie ich, jakkolwiek by się nie wydawały „oczywistymi prawdami” (przeświadczenie, że się umrze również należy do nich!). Tak zwane "oczywiste prawdy" są maskami ukrywającymi „prawdy rzeczywiste”. Ale „prawdy rzeczywiste”, ten budulec świata, maskują byt.

poniedziałek, 24 października 2016

"Zanim zabierze nas światło..." - przeciw pułapce komfortu




Umysł lubi przywiązywać się do wzorców myślenia i zachowania. Popularność zdobywają wzorce najprostsze, które pozwalają na oszczędność energii, a przy tym obiecują jakąś dostateczną skuteczność działania.

Wzorce myślenia wiążą się z podążaniem po przetartych koleinach sprawdzonego schematu. Społeczeństwo narzuca je jednostkom nieumyślnie. Ma to na celu zaoszczędzenie energii wydatkowanej na synchronizację osobników w stadzie. Efekt uboczny jest taki, że wybitne, wolne jednostki doznają go jako przykrości i ograniczenia. Pewnego rodzaju wrażenia zamknięcia, uwięzienia, które wywołuje reakcję buntu.

Czasem wystarczy znaleźć się w miejscu, gdzie np. słucha się radia, żeby odczuć na sobie to „wsysanie”. Ten sam mechanizm synchronizacji, tyle że ze znacznie większą gwałtownością, manifestuje się jako psychologia tłumu i szybko wtedy ulega rozładowaniu.

I ta druga forma uwikłania jest łatwiejsza do zauważenia, niż rozłożone w czasie dopasowywanie się. Owo uleganie subtelnej presji otoczenia, aż do całkowitego wyzbycia się możliwości i woli wykroczenia poza schemat.

Dotyczy to każdej formy twórczości, ale przede wszystkim - wolnego, świadomego myślenia.
I dotyczy każdej grupy ludzi, która wytwarza wzorce.

Norweski black metal, wyrósł jako wyraz buntu przeciwko duszącemu oddziaływaniu nowoczesnego społeczeństwa, ale z czasem jednak trochę mu uległ. Wstąpił w koleiny, których zaprzeczeniem chciał być pierwotnie. Początek tego procesu widać w powyższym, klasycznym już reportażu.

Zdolność do dostrzegania piękna i do twórczego myślenia o świecie - do myślenia prawdziwego - wymaga bowiem siły i okresowego jej odnawiania. Ta siła odradza się w buncie, koniecznym do uśmiercenia starych, krępujących energię form.