Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelia Tomasza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelia Tomasza. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 października 2021

Dario jako trickster i mistrz wtajemniczenia

 



Dario - stary gangster z filmu Krzysztofa Skoniecznego „Ślepnąc od świateł”. Grany przez Jana Frycza genialnie, niczym w szamańskim transie. To postać odyniczna - straszny i fascynujący mistrz wtajemniczenia, który gdzie się tylko pojawi, rozpętuje demoniczność.

„Pierwsze rzeczy! Pierwsze, Kubuś... Nie wolno nigdy niczego udawać. Nie wolno udawać. Trzeba wejść w prawdę. Prawda to wielkie, otwarte, piękne drzwi. Mówię ci. Przed nimi jest ugór, błoto... A jak się wejdzie do środka, to jest się w skarbcu, całym ze złota”. - mówi, pouczając naszego bohatera podczas strasznego misterium śmierci i ponownych narodzin, które ma miejsce w piwnicznych mrokach jego rudery. Scena ta przypomina misteria Mitry, podczas których, skrępowanym mystom przystawiano do twarzy węże i pochodnie, albo raniono ich mieczami, by wywołać iluminację.

Dario, jako mroczny aspekt archetypu Ojca (w znaczeniu koncepcji C. G. Junga), naucza poprzez grozę. Inicjuje w misterium życia, które jest wojną - wiecznym konfliktem i zmaganiem. Wreszcie, przygotowuje Kubusia na czarny deszcz, przed którym ten przez całe swoje życie uciekał. I uciekłby, zabierając swoich bliskich nawet w śmierć (jak na to wskazują jego sny). 

Dario, paradoksalnie, pomaga Kubusiowi odnaleźć życie. A robi to, krzyżując jego marzenia o komforcie i bezpieczeństwie. Siłą przeprowadza go przez piekło prób inicjacyjnych. I w tym sensie może być postrzegany jako zbawiciel - soter starożytnych kultów misteryjnych. Nie jest przy tym istotne, czy istnieje jako żywy człowiek, czy jest raczej częścią umysłu Kubusia - reprezentacją jego instynktu, archetypem, który pojawiając się i działając, pozwala mu dojrzeć. 

„Ludzie może myślą, że przyszedłem, aby przynieść pokój na świat, a nie wiedzą, że przyszedłem, aby przynieść rozdarcia, ogień, miecz, walkę. Gdy bowiem pięciu będzie w domu, trzech powstanie przeciw dwom, a dwu przeciwko trzem, ojciec przeciw synowi, a syn przeciwko ojcu. I staną się wobec siebie samotni. (…) Przyniosłem ogień na świat i oto podtrzymuję go, aż zapłonie".* - To z kolei słowa Jezusa z apokryficznej Ewangelii Tomasza z II w. n. e. Ten Jezus także jest mistrzem wtajemniczeń i, podobnie jak Dario, inicjuje swoich uczniów w misterium życia wyzbytego obaw, lęku przed śmiercią i wszelkich przywiązań. Ukazuje im jedyną dostępną człowiekowi wolność:


„Kto odnajdzie znaczenie tych słów, nie zakosztuje śmierci.
Niech ten, który szuka, nie ustaje w poszukiwaniu aż znajdzie. I gdy znajdzie, zadrży, a jeśli zadrży, będzie się dziwił i będzie panował nad Pełnią.
Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: 'to królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami'. Gdy powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą".*

Ale Dario jest bardziej jeszcze Tricksterem, niż Ojcem. To jungowski archetyp Błazna. A może należałoby powiedzieć, że oba archetypy sobą reprezentuje. Nie przeczy temu jego monolog o prawdzie, ponieważ wszystkie oszustwa i podstępy archetypowego Trickstera prowadzić mają ostatecznie do odsłonięcia prawdy życia. 
I tutaj ukazuje się podobieństwo do skandynawskiego Odyna (czy germańskiego Wodana), który był ojcem bogów, bogiem śmierci, wojny, poezji, magii i wiedzy, a co dla nas najistotniejsze – mistrzem wtajemniczenia wojowników. 
Był bogiem szalonym i nieprzewidywalnym – przebiegłym manipulatorem. Tricksterem. 
Jego główną cechę stanowiła ambiwalencja. 

I Dario taki właśnie jest - przerażający, ale także fascynujący dla swoich „wojowników” - skrytych przed ludzkim wzrokiem „wilkołaków”, zebranych w tajemnym męskim stowarzyszeniu, poza prawem i poza moralnością (mannerbund). Bo przecież, to właśnie gangsterzy są grupą społeczną, która współcześnie najbliższa jest możliwości zobrazowania, czym były dawne, tajne stowarzyszenia wojowników.

Ów pierwiastek fascynacji i grozy, który ten mistrz podziemnych inicjacji roztacza wokół siebie, jest przejawem jego demonicznej sakralności. Jak pisał Rudolf Otto o doświadczeniu świętości - mysterium tremendum et fascinans: 

„Jest to strach pełen wewnętrznego drżenia, jako że nie może wzbudzić go nic stworzonego, nawet to, co najgroźniejsze i wszechmocne. Ma on w sobie coś <<upiornego>>. (…) szczególny urok tego, co upiorne, polega raczej na tym, że jest ono czymś dziwnym (mirum) i jako takie, działając samo przez się na wyobraźnię, rozbudza zainteresowanie i ogromną ciekawość”.

Dario, jako Trickster, jest czynnikiem chaosu, jego heroldem. I jako taki wyzwala od automatyzmów. Od tego, do czego się nawykło i w czym uwiło się bezpieczne gniazdko codzienności. Jego język i styl bycia stanowią poetyckie połączenie baśni, grypsery i wulgarności. Bywa niesamowity, jak wtedy, gdy niespodziewanie zmienia ton na pełen ciepła. I spokojnie, niczym wyrozumiały dziadek-gawędziarz, poucza głupka, który nieopatrznie wszedł mu w słowo: 

„Nigdy nie przerywaj opowieści. Nigdy nie przerywa się temu, kto opowiada. Gdybyśmy byli przy ognisku, tysiące lat temu, jeszcze przed Etruskami – mógłbym przebić cię włócznią. Wiesz jaki z tego morał? Wiem, że nie wiesz, bo morały są dwa: falenicki i otwocki. Otwocki jest taki, że wspólnik, to zawsze wspólnik. Nad wspólnikiem tylko matka - Matka Boska Częstochowska! A falenicki jest taki, że to, co znalezione, dalej należy do tego, kto zgubił.”

Dario szokuje, bo jego naturę stanowi chaos, ale ważniejsza tutaj jest funkcja jaką sprawuje jako przejaw archetypu Trickstera - Dario to nośnik mocy przemiany. Dzięki niemu, dzięki jego brutalnym „magicznym” zabiegom, Kubuś jest w stanie spojrzeć na świat bez lęku, odpowiadając na ostatnią groźbę: „Ty nie istniejesz. Nie ma cię.”

Pochłania lwa, który jest w nim i tym samym zaczyna żyć

„Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem".*



*Wszystkie cytaty z Ewangelii Tomasza przytaczam w przekładzie Albertyny Dembskiej i Wincentego Myszora.



niedziela, 19 listopada 2017

"Kto poznał świat, znalazł trupa"

Obraz Zdzisława Beksińskiego


"Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart"
Ewangelia według Tomasza, tłum. Albertyna Szczudłowska-Dembska i Wincenty Myszor

   Wyobraźmy sobie rodzaj grzyba, który porasta usta martwego człowieka. Powiedzmy, że ma barwę niebieskawą z białymi akcentami. Trup zaś jest już wysuszony i w znacznym stopniu zmumifikowany, jednak grzyb na razie opanował w sposób widoczny tylko część jego ust. Gdyby ten grzyb mógł posiadać świadomość swojego istnienia, uznałby pewnie ludzkie zwłoki, dzięki którym żyje, za swój dom i za cały dany sobie świat. Trudno oczekiwać, że mógłby próbować powiedzieć coś o istocie tych zwłok, a co dopiero o tym, kim mógł być człowiek, do którego należały. Wyobraźnia grzyba, pomimo jego zakładanej przez nas inteligencji i świadomości, zapewne nigdy nie byłaby w stanie przedstawić sobie czym mógł być człowiek, którego zwłoki grzyb teraz zamieszkuje. Przypuszczalnie przedstawiałby sobie swój świat, czyli zwłoki, jako pewnego rodzaju pierwotną materię, której struktura byłaby dla niego kompletnie niezrozumiała i całkowicie odmienna od jego struktury. Gdyby jednak tłumaczył sobie w jakiś sposób swój świat i siebie samego, jego wizje budowane by były w oparciu o jego stosunek do owej pierwotnej materii, czyli wyobrażałby sobie na przykład, że zwłoki, czyli cały jego świat, są po prostu większym od niego grzybem, który na swój sposób żyje, a jego istnienie jest sensowne i celowe dla niego samego.
   Wobec świata, który jawi nam się jako dom, my - ludzie, podobni jesteśmy do tego grzyba. Myśląc w ten sposób możemy więc sobie przedstawić, że również nasze wyobrażenia o Wszechświecie, o czasie i przestrzeni są tylko pewnego rodzaju analogiami do tego, co stanowi podstawę naszego funkcjonowania, czyli np. do naszych zmysłów albo naszych zachowań. Świat jest, tymczasem, zawsze czymś innym, niż to, czym go widzimy i nigdy nie będziemy potrafili zobaczyć, ani tym bardziej zrozumieć tego, czym on jest naprawdę, poza naszym spojrzeniem. Widzimy bowiem tylko swoje własne treści na świat projektowane. Chyba należy to sobie wyobrażać tak, że samo istnienie świata już jest jakąś naszą projekcją, a więc nasze istnienie także nią jest. Kto więc te projekcje tworzy i czy w ogóle musi ktoś taki istnieć? A może są one czymś, co jedynie objawia nam się jako projekcja, podczas gdy stanowi coś w rodzaju pozbawionej przyczyny i celu twórczości samej w sobie? I nie istnieje tu ani twórca, ani proces. Wszystkie rzeczy, cały czas i przestrzeń, znajdują się natomiast w jednym miejscu, albo nie ma ich nigdzie, a jedynym co istnieje są same w sobie wizje zdarzeń.