piątek, 4 września 2026

Sen o warstwach


Przyśniło się przechodzenie między wymiarami. Przejścia były niepodobne do siebie. Czasem mur wokół pałacu, czasem czarna tekstylna winda ze skomplikowanym systemem podnośników. Po drugiej stronie ostatnim razem wchodziło się trudno, spadając potem z wielkiego drzewa, niby Drzewo Świata. Długie to było spadanie i pełne krzyku - końca nie widać. Ale upadek po takim locie w dół strasznym zakończył się w ostatnim kadrze miękkim zeskokiem. W ciszy. Przewoźnikiem tym razem okazał się śmierdzący kot, zmechacony i zły, że się ma do niego jakieś pretensje (o zapach). Szybko wrócił na swoją stronę. Przez jakiś czas nie będziemy przyjaciółmi. 

Stałem teraz po obu stronach rzeczywistości, ale nie wszędzie w pełni uczestnicząc. Czasem tylko widzem. Te wymiary uzupełniały się jakby. Przechodzenie było konieczne z niejasnych względów. Było też niełatwe. Teraz kiedy się obudziłem, mam w sobie głębokie poczucie zrozumienia sensu tych uzupełniających się wymiarów. Nie są to rzeczywistości alternatywne, lecz jakby warstwy jednej „opowieści”, które nie przenikają się. Stąd potrzeba podróży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz