Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pesymizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pesymizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lutego 2020

Kilka zdań ze "Spisku przeciwko ludzkiej rasie" Thomasa Ligottiego

Kadr z filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Copolli

"Jeżeli Kurtz to człowiek, który po prostu zrozumiał swój potencjał niegodziwości - a zatem potencjał każdego z nas - wówczas trzeba go uznać za zaledwie kolejnego kandydata do więzienia bądź kary śmierci. Lecz jeżeli to człowiek, który zgłębił tajemnice czegoś niegodziwego w swej istocie, wówczas przekroczył granicę, zza której nie ma powrotu, zaś jego ostatnie słowa - "Zgroza! Zgroza!" - obarczone są niesłychanymi implikacjami. Nie to żeby wieloraki wydźwięk opowiadania, na który wskazywali krytycy (cywilizacja jako fasada, kolonializm europejski jako podły interes) również nie odzwierciedlał zgrozy. Niemniej nie jest to ta zgroza, którą skrywa każde najmniejsze wydarzenie opowieści. W Jądrze ciemności Conrad nie nadał "zgrozie" rysu lokalnego (jak na przykład zrobili to twórcy Potwora z Czarnej Laguny), ale umiejętnie zasugerował zło utożsamiające uśpioną podłość ludzkiej istoty z podłością przejawiającą się w samej istocie bytu.

(...)

Odchylenia od przyrodzonego kłębiły się wokół przez wszystkie dni naszego istnienia. Zachowywaliśmy względem nich dystans, nie przyznawaliśmy się do nich, tymczasem te anomalie były kluczowe dla naszego bytowania. Lecz poza nami nie ma nic nadprzyrodzonego we wszechświecie. Stanowimy aberracje - urodziliśmy się jako nieumarli: ani jedno, ani drugie, albo obie rzeczy naraz... twory niesamowite, niemające nic wspólnego z resztą stworzenia, monstra zatruwające świat ziarnem szaleństwa wszędzie tam, gdzie się zjawiamy, zanieczyszczające i światło dnia, i ciemność nocy niematerialnym plugastwem. Ściągnęliśmy nadprzyrodzone zza niezmierzonej dali i wprowadziliśmy do tego, co naoczne. Unosi się nad nami niczym delikatna mgiełka. Bratamy się z duchami. Ich nagrobki oznakowano w naszych umysłach, nikt ich nie ekshumuje z cmentarzy pamięci. Uderzenia naszych serc i kroki są policzone. Nawet jeśli walczymy o przetrwanie i rozmnażamy się, wiemy, że umieramy w ciemnym zakątku nieskończoności. Dokądkolwiek odchodzimy, nie wiemy, co oczekuje naszego przybycia; wiemy jedynie, że to tam jest.

(...)

Czas pędzi w mroźnym pośpiechu. Czy to machające na pożegnanie drobną rączką dziecko ze starej fotografii to naprawdę niegdysiejsza wersja ciebie? Twarzyczka ani trochę nie przypomina twojego obecnego oblicza. Twarzyczka zlewa się z ciemnością, która jest za tobą, która jest przed tobą, która jest wokół ciebie. Dziecko macha, uśmiecha się i blaknie, twój samochód tymczasem sunie dalej ku urywającej się nagle przyszłości. Pa pa.

(...)

Lekarze nie łkają na salach porodowych, przynajmniej nie tak często. Nie spuszczają głów i nie mówią: "Czas start". Zapłacze co najwyżej noworodek, o ile poród przebiegł prawidłowo. Lecz czas osuszy mu oczy; czas się wszystkim zajmie. Czas zajmie się nami wszystkimi, aż w końcu nie zostanie nikt, kim mógłby się zająć. Dopiero wtedy wszystko będzie jak dawniej, kiedy jeszcze nie zapuściliśmy korzeni tam, gdzie nie nasze miejsce.

(...)

Bycie żywym: dziesiątki lat budzenia się na czas, mozolenia przez kolejne nastroje, wrażenia, myśli, żądze - przez całą gamę pobudek - a potem padania do łóżka i pocenia się w smole kamiennego snu lub gotowania w fantasmagoriach nękajacych nasze śniące umysły. Z jakiego powodu tak wielu z nas targuje się o dożywocie, kiedy ma do wyboru koniec sznura albo wylot lufy? Czy nie zasługujemy na śmierć? Takie pytania nie spędzają nam snu z powiek. Zadawanie ich nie leży w naszym interesie, podobnie udzielanie na nie odpowiedzi z ręką na sercu. Bo czy będąc w nastrojach do zadawania takich pytań nie bylibyśmy skłonni zdusić spisek przeciwko ludzkiej rasie? Wydawałoby się, że to właściwa droga: śmierć tragedii w objęciach nieistnienia. Nienarodzeni przebywajacy w swych przeludnionych światach nie musieliby więcej cierpieć, gdybyśmy odczynili to, co czyniliśmy, żeby trwać przez te wszystkie lata. Mimo to nie ma na świecie takiej wiedzy, która skłoniłaby nas do podjęcia takiego kroku. Cóż byłoby bardziej nie do pomyślenia? Jesteśmy tylko ludźmi. Spytaj kogokolwiek."


Thomas Ligotti, Spisek przeciwko ludzkiej rasie (tłum. Mateusz Kopacz)

czwartek, 7 września 2017

Dawno temu w odległej otchłani...



Siedzimy obok siebie i wiemy, że dzieli nas nieskończona przestrzeń międzyatomowa. Dotyk tego nie zmienia, bo między jednym a drugim ciałem jest przecież ocean czasu. Mimo że z punktu widzenia człowieka wydaje się on wielkością bez znaczenia, to wiemy, że jest dowodem na istnienie rozdzielenia. Nawet myśl nie potrafi go wyprzedzić. Oznacza to klątwę wpisaną w samą istotę życia - niemożliwość połączenia się kiedykolwiek.
Wiemy, że kiedyś odległość między nami zwiększy się jeszcze i zamknie w zupełnej skończoności. Najpierw dla jednego, potem dla drugiego z nas.

I wtedy widzę w jej oczach treść, którą właśnie odczułem. Przestrzeń drży i na ułamek chwili znika rozdzielenie. Pojawia się dziwność, szok: Jak to możliwe? Czym to jest?

czwartek, 17 listopada 2016

Radość, rzeczywistość, maszyneria woli

Zdzisław Beksiński, Bez tytułu

Prawa rządzące światem, czy to w skali mikro, czy makro nie są powszechnie znane, wobec czego nie jest zrozumiane miejsce człowieka w świecie. A miejsce to zdaje się być bardzo niekorzystne. Oszukujemy sami siebie i dajemy się oszukiwać przyrodzie. Jako zwierzęta obdarzone ograniczoną, działającą wybiórczo świadomością, zamykamy się na wiedzę o naszym rzeczywistym położeniu.

***

Czy wobec wartości przyjętych przez ludzkość, wobec uogólnionych zasad wytworzonej przez nas moralności, przedłużanie istnienia ludzkości nie jest złem, przez to że nierozerwalnie wiąże się z generowaniem zła?

***

Czy większość działań, które podejmuje człowiek na rzecz kultury, nie ma na celu jedynie rozbudowywania iluzji jakoby był jakiś sens w kontynuowaniu życia istoty, której istnienie okazuje się nieznośnie przypadkowe?

***

Co myśleć o tym, że jesteśmy biologiczną maszynerią, bez jakiejś duszy i wolnej woli? Wola to tylko ciąg decyzji, wyborów z góry przesądzonych energetycznie. Świadomość, mylona z duszą, ma więc za zadanie jedynie wspieranie naszej skończonej egzystencji, w której ostateczną wartość stanowi coś tak trywialnego, jak przekazanie genów i wychowanie potomstwa.

***

Nawet myśl tego rodzaju jak ta, którą proponuję, jest prawdopodobnie koniecznym wykwitem jakiegoś podświadomego „programu ewolucyjnego ludzkości” na taki a nie inny czas. Przeczuwamy już wyraźnie zagrożenie przeludnieniem i kontrolę urodzeń, jako konieczność - gatunek instynktownie przewiduje zbliżający się kryzys i przygotowuje się do przetrwania go. Stąd powstające coraz częściej myśli, które mają stać się podłożem dla (prawdopodobnie) radykalnych rozwiązań.

***

Ludzka świadomość jest przereklamowana w swojej skuteczności (bo bardzo wybiórcza) i nie może stanowić dowodu na rzeczywistą autonomię jednostki ludzkiej.

***

Czy, wobec ludzkiego uogólnionego poczucia estetyki, życie - te wzajemne zależności istot- w swoich prawdziwych przejawach (czyli bez odurzenia przyjemnościami) nie są tylko obrzydliwością i groteską?

***

Prawda o naturze jest zupełnie inna od tego, co jesteśmy przyzwyczajeni nazywać pięknem natury, dostrzegając tylko pozór, fasadę, która w istocie jest projekcją naszych pragnień, rzutowaną na rzeczywistość.

***

Większość wytworów kultury synchronizuje ludzkie umysły i petryfikuje nawykowe myślenie - iluzoryczne treści, które tłumią prawdę o egzystencji. Aby poznać prawdę, móc ją do siebie dopuścić, konieczne jest wyjście poza synchronizację z nawykowym myśleniem - i co najważniejsze - odrzucenie przeświadczeń, zakwestionowanie ich, jakkolwiek by się nie wydawały „oczywistymi prawdami” (przeświadczenie, że się umrze również należy do nich!). Tak zwane "oczywiste prawdy" są maskami ukrywającymi „prawdy rzeczywiste”. Ale „prawdy rzeczywiste”, ten budulec świata, maskują byt.

środa, 2 listopada 2016

"Idź i Patrz"

Można powiedzieć, że życie jest zadziwiającym fenomenem czegoś pośród niczego, jakiegoś bytu rozpiętego w niebycie. I jako takie warte jest by je przeżywać i dziwić się nim.

Ale kiedy przyłożymy taką naiwną afirmację do znanych obrazków zła i cierpienia - głodujących dzieci, kalectwa, zarazy, nędzy, raka, niewinnej głupoty, terroru… itd. itd. - to wydaje się ona jakąś ślepotą.

Jak można cieszyć się życiem i godzić na nie, wiedząc czym życie jest?
A jest pożeraniem mocy: jeden korzysta, gdzie drugi traci. Bez przemocy życia nie ma. A jeśli wydaje się inaczej - to tylko złudzenie wynikające z niewiedzy.

Afirmacja życia oznacza więc zawsze ustawianie się po stronie kata.

I taką myślą uderza "Idź i Patrz" z 1985 r.
Zwierzęce pragnienie młodej dziewczyny, by "kochać i rodzić" staje się kompostem, na którym wyrosnąć muszą kiedyś kwiaty zła. Niewinne, z początku w swojej naiwności. Tak samo niewinne pozostaną w swoim ślepym okrucieństwie.
Bo wszystko jest wolą mocy.


czwartek, 27 października 2016

Triumf obłędu



Świetnie komponuje się ten utwór Death in June z fragmentami Siódmej Pieczęci Ingmara Bergmana. Zastanawiam się, na ile potrzebne są człowiekowi takie okresowe przeżycia zbiorowego obłędu?

Kiedy świat zbyt mocno odczuwany jest jako miejsce cierpienia, pojawia się irracjonalna, psychotyczna myśl, że tylko jakaś danina z krwi i strachu może obłaskawić groźną siłę sakralną.

I to się zwykle lubi łączyć z teatralnością i groteską w okolicznościach religijnych. Ale nie tylko religijnych, bo w nowszych czasach, w podobną poetykę upiornego spektaklu wpisują się choćby obrzędy i szaleństwa III Rzeszy, czy Związku Sowieckiego.

Wcześniej mamy prehistoryczne i starożytne rytualne rzezie dzieci, niewolników, albo zwierząt.

Potem, średniowieczny obłęd z centralnym symbolem w postaci wizerunku torturowanego i konającego bóstwa. A wokół niego biczownicy, krzyżowcy, stosy, kalecy prorocy i szaleni święci władcy, kąpiący się w jednej wodzie z trędowatymi.

A wszystko to na tle zarazy, głodu i wojennych łun.

Pieter Bruegel, Triumf śmierci, 1562

Czy możliwe jest porzucenie tego powracającego kompensacyjnego obłędu? Tej, przecież ludzkiej, autodestrukcyjnej, nieuświadomionej reakcji na lęk i wszechobecny absurd istnienia?

Chyba tylko poprzez dekadenckie rozpłynięcie się w dobrobycie, na chwilę przed ostatnim upadkiem.

sobota, 22 października 2016

Krzepiący kieliszek pesymizmu



Bardzo mi się ten monolog Rusta podoba i ciarki mnie przeszły, kiedy pierwszy raz oglądałem tę scenę parę lat temu. To jest myśl Thomasa Ligottiego - jego pesymistyczna filozofia - o czym, swoją drogą, milczą twórcy serialu True Detective.

Uważam jednak, że świadomość czekającej nas ostatecznie śmierci nie odbiera tak jednoznacznie znaczenia życiu, a nawet przesuwa to znaczenie głębiej. Wyciąga je z teraźniejszości. Wywołuje poczucie, że gdzieś w TERAZ jest do odnalezienia coś cennego, co nie zawiera się w przedłużaniu życia, ale w wyjściu poza czas w jakiejś wyjątkowej chwili, kiedy udaje się wyzwolić od nadziei.

Świadomość końca może rodzić przeczucie, że jest możliwe dotarcie do takich płaszczyzn przeżywania, które nie są dostępne umysłowi nastawionemu zachowawczo. I to pragnienie zatracenia się, zniknięcia, otwiera na przeżywanie chwili.

W tym sensie chwila może stać się wiecznością - kiedy wiadomo już, że nigdzie się nie dojdzie, bo droga nie ma końca, a tylko upadnie się gdzieś tam... i zniknie. Odwraca się wtedy oś czasu, z poziomej na pionową. I idzie się w głąb teraźniejszości.