piątek, 28 sierpnia 2026

Dotyk

 


Każdy inny człowiek jest dla człowieka KIMŚ tylko w tym sensie, że jest „okolicznością” mogącą prowadzić do czegoś „we mnie”. Wiec kiedy inni ludzie darzą nas jakimś stosunkiem i czujemy, że to nas dotyka, to tak naprawdę nie dotykają, ani nie widzą nas samych, a jedynie „okoliczności” mogące prowadzić do czegoś w nich i odziane w ich własne spodziewania się i obrazy.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Od teorii ciemnego lasu powrót do paradoksu


Teorię ciemnego lasu Liu Cixina, głoszącą że „każda kosmiczna cywilizacja, która robi zbyt dużo hałasu, zostanie odkryta i zniszczona przez galaktycznego drapieżnika”, uważałem kiedyś za jedno z mniej ciekawych wyjaśnień paradoksu Fermiego.

Potem trochę zmieniłem nastawienie, bo przyszło mi do głowy, że faktycznie ten kosmiczny drapieżca, ta cywilizacja, mogłaby działać z ukrycia. Bo jeśli byłaby po prostu łasa na życie innych cywilizacji i dążyłaby do zabijania, czy to żeby zdobyć surowce, czy uderzyć wyprzedzająco, by chronić siebie, to w istocie byłaby zapewne wciąż dość prymitywną cywilizacją (lub jej wytworem, np. sztuczną inteligencją niesioną maszynami). Co innego, jeśli takiego drapieżnika pomyślimy jako coś łasego informacji, przeżyć, akcji, rozrywki, tego wszystkiego co może mu zapewnić kontrola (zwłaszcza ukryta kontrola) nad cywilizacjami, na których żeruje.

Bawiła mnie myśl, że może drapieżnik już nas dopadł i żeruje na nas. I będzie to robił tak długo, aż nie rozwiniemy się by go zauważyć i zagrozić mu. Ale może nigdy nie dopuści do tego, ponieważ złapał nas sprytnie w pułapkę i dobrze dba o to, żeby jego hodowla pozostawała ślepa. Może właśnie z tego powodu żyjemy w jakiejś dziwnej, niewytłumaczalnej symulacji, będąc tylko jedną z wielu schwytanych cywilizacji galaktycznych.

Jeszcze wcześniej skłaniałem się ku tej możliwej odpowiedzi na paradoks Fermiego, że każda inteligentna forma życia znajduje swój kres właśnie w cywilizacji, odkrywając wraz z jej stopniowym rozwojem, że wolałaby raczej nie istnieć, niż istnieć. Dlatego bądź to ciąży ku gwałtownej autodestrukcji, bądź pragnie stopniowego wygaszenia i zaniku

A dziś podoba mi się ten pomysł nieprawdopodobny, że jesteśmy na naszej planecie wraz całą jej biosferą przypadkiem w skali kosmicznej zupełnie odosobnionym. Nie tylko jako życie inteligentne, ale jako życie w ogóle. Żywe istoty zanurzone w martwym, całkowicie obojętnym Wszechświecie. A że przeczy temu prawdopodobieństwo? Wobec czegoś tak dziwnego jak istnienie, wobec czegoś tak niewyjaśnialnego, tak niemożliwego do określenia, zdaje się ono jedynie igraszką. Z braku lepszej, tu i teraz użyteczną nam zabawką umysłu, która dla całości, dla istoty rzeczywistości nie znaczy nic. Pojawia się jak fala na powierzchni morza.

Prawdopodobieństwo... Pożyteczny błąd poznawczy. Prawdopodobnie.

Że to niemożliwe, zbyt dziwaczne, nieakceptowalne? Dlatego właśnie podoba mi się.

Życie jako wyjątek od reguły. Jedyny taki. Lecz jakie jeszcze wyjątki dałoby się pomyśleć! 


niedziela, 1 marca 2026

Poza wybór

 

Prowadziłem teraz samotniczy tryb życia - mówi w pewnym momencie bohater „Trainspotting” Dannego Boyle'a - jakieś społeczeństwo gdzieś tam istniało, ale ja w nim nie uczestniczyłem. Czułem satysfakcję. Wyjątkowo, zarabiał wtedy i żył w miarę niezależnie. To jednak sprawa drugorzędna. Ważne jest, że zminimalizował konieczność dokonywania wyborów, a więc ustosunkowania się do tego, co społeczeństwo - a w szerszym sensie świat i ludzkie stado, umysł tego stada - przedstawia jako jedyne możliwości, jedyne alternatywy. Wcześniej kpił co prawda z przystosowań, ale ratował się ucieczką na przygotowane dla niego straceńcze pozycje, dając wiarę, że sam wybiera to, co mu podawano.

Samotność wobec stada zaczyna się tam, gdzie odmawiamy przyjęcia narzucanych przez nie możliwości (z nałogami jako alternatywą włącznie).

Jednocześnie wyjście poza tę samotność leży w dostrzeżeniu, że pod warstwą tak zwanej rzeczywistości, złożonej z danych opcji i poglądów, znajduje się niepoznana przestrzeń: tajemnicza, żywa i domagająca się odkrycia. Ciekawa! Świat naraz przestaje być nudny, ponieważ odrzucamy tę stadną kategorię, która kazała nam posługiwać się schematami wyobrażeń o nim. Życie przestaje potrzebować wypełnienia. Nie wybieramy już ścieżek z tego co dostępne, ale depczemy w lesie tym tajemniczym, gdzie ludzkich śladów brak. Warunkiem tego - o którym szybko się orientujemy – dystans do sukcesu, do wszelkiego odnoszenia się i ciasnoty porównań, które wcześniej uznawaliśmy za konieczne, by móc formować nasze spektrum rzeczywistości.