Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziwność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziwność. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 stycznia 2021

Łopatka i wiaderko

 


Myśl, że żadne bóstwo nie stworzyło świata, że nie jest to żaden poligon, czy arena dla jakichś celów zbudowana, jest jeszcze dziwniejsza, niż gdyby tak miało być. Trzeba sobie najpierw uświadomić, że nic nie wiadomo, żeby choć trochę zbliżyć się do dziwności tego uczucia. Mnie się ono bardzo podoba. Jest uderzające i odrealnia. 

Dziwię się więc coraz bardziej, a najbardziej temu jak spokojnie zachowujemy się wobec nieznanego, kiedy ono jest światem, który nas otacza w najbardziej codziennej chwili. Najwyraźniej wciąż respektujemy reguły gry, mimo że wydaje nam się, że odstąpiliśmy już od wszelkiej wiary. 

Wierzymy w istnienie tego świata. A świat to coś, co dane, co wydaje się rozściełać przed nami. Wierzymy w niego, jakbyśmy oglądali ilustrację w książce z baśniami. Traktujemy to nasze zachowanie z dystansem, jakbyśmy wcale nie my byli na tej ilustracji i zarazem nie my ją oglądali. Jest tak, jakby rodzic wciąż szeptał nam do ucha, że ktoś to urządził właśnie dla nas, że żadne pytanie nie nagli, że to wszystko jest trochę na niby i możemy się tu po prostu pobawić. I bawimy się. Bawimy się takimi zabawkami jakie nam dano i w takiej piaskownicy, w jakiej nas umieszczono. 

Czasem ktoś się rozgląda wokół, ale tylko przez krótką chwilę. Nawet jeśli zauważy tam - na zewnątrz - coś ciekawego, to zaraz i tak wraca z powrotem do swojej łopatki i swojego wiaderka, bo czuje, że wciąż musi kopać. Wszyscy obok niego przecież robią to nieustannie. A jeśli by przestali, to pewnie stanie się coś niedobrego.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Nieznane światło


Marzy mi się, że już w tym roku wybucha Betelgeza i odtąd mamy na nocnym niebie dwie lampy zamiast jednej.

Takie rzadkie zdarzenia astronomiczne powodują, że kiedy się o nich myśli, świat staje się dużo mniej swojskim miejscem. Niespodziewanie błyska jakieś nieznane światło, odkrywając niesamowite kształty i zakamarki. Ujawnia się przy tym zwykłe ludzkie przywiązanie do złudzenia tej swojskości świata - jako czegoś stałego i stabilnego - czegoś, co zrobione dawano temu, i co jest domem.

Ale kiedy robi się naprawdę dziwnie, kiedy zmienia się postać nieba, a poziom baśniowości gwałtownie wzrasta, w tym domu ukazują się mrugające oczami portrety, pojawiają się znikające drzwi i studnie, albo schody prowadzące we wszystkich kierunkach jednocześnie.

Łatwiej wtedy zauważyć, że nasze życie nie musi się różnić niczym od snu, który - przez nikogo nie stworzony i nie kierowany - dzieje się sam z siebie, donikąd nie zdążając, ani niczemu nie służąc.

A potem, kiedy cała ta dziwność z wolna blaknie i można już o niej opowiadać, świat na powrót daje się oswajać i znów można spać spokojnie, jakby się było w domu.




piątek, 20 lipca 2018

Błogosławieństwo



Salvador Dali, Uporczywość pamięci

Umiejętność patrzenia na rzeczy – do tego trzeba się dopiero przyznać. Mam to przed oczami i w sobie, ale zaraz zamieniam spostrzeżenie w coś obcego. Pakuję własne rzeczy w cudze foremki. Zamykam je w nich i stawiam na półce z podpisem: „Znane – historia”. W ten sposób stwarzam sobie wyblakłą fikcję, pozlepianą z przejętych obrazów, narzuconych skojarzeń, uogólnień, spłaszczeń. A potem… Potem? Nieustannie wyrywam się do tych właściwych - moich własnych rzeczy; do pochmurnych, kameralnych dni swojej duszy, kiedy świat staje się jak scena małego teatru. Tam szukam ścieżek, zaczarowując przymus przystosowania realizowaniem fantazji tak dziwnych, by możliwe było oderwanie od kolein, po których pozwoliłem sobie powoli się toczyć.

wtorek, 29 maja 2018

Którędy do króliczej nory?


Z wolna dobiegam czterdziestki. Widać stąd dwie rzeczy. Krystalizuje się stosunek do tego co warto. Niby wcześniej też, podobnie jak teraz, nie dawałem sobie wielkich nadziei na spełnienie. Jednak coś się zmieniło. Gdybym, przypuśćmy, odnalazł jakieś poczucie zadowolenia ze swojego życia, to niedługo już przyjdzie mi się nim cieszyć, zanim zacznę osuwać się w starość, a potem spadnę w nicość i moje zadowolenie okaże się tylko zabawą w drodze do tej nicości. Nic specjalnego nie pozostanie po nim - nawet pamięć, która przecież zniknie wraz ze mną, czy ostatecznie, z którymś z ludzi po mnie.
Skoro tak, to ubieganie się o spełnienie, nawet poprzez twórczość, wydaje się jakąś czynnością zastępczą, otumanianiem się i orzeźwianiem na przemian – czymś w rodzaju picia piwa w upalny dzień. Nic się tutaj nie odkrywa, ani nie tworzy. Nic, co by przetrwało bezwzględnie. Jedynie przyjemnie zabija się czas w porze upałów.

I rysuje się też druga perspektywa - ta staje się z czasem ciekawsza. Coraz więcej ufa się przeczuciu, że może być ona czymś więcej, niż obiecującą eskapistyczną iluzją. Rzeczywistość mocno już pachnie fikcją i ma się wrażenie, że w świecie zawiera się jakiś podstęp, który odciąga uwagę od tego jak jest naprawdę. Jednak prawda wydaje się teraz już możliwa, bo coraz wyraźniej widać absurdalność opisu świata przez to tylko, co dane. Przez to, co znamy. Wszyscy myślą tylko tym, co znają; przyjmują narzuconą konwencję gry. Jednak, gdyby wykroczyć poza nią i podważyć… Moje myśli okazują się w takim samym stopniu moje, jak twoje. Ani moje, ani twoje. Nie ja nimi manipuluję. Patrzę na nie, udając że nimi jestem, ale nawet nie jestem tym, co by te myśli obserwowało, bo to coś jest podobne do membrany i samo w sobie nie ma żadnej niezależności. Myślę, że wybieram, ale nie ja wybieram. Membrana wibruje tylko nie swoją wolą. Jakąś wolą mocy. Nie czyjąś nawet. Swoją samą.

Wydaje się więc teraz, że gdyby przyjrzeć się temu wystarczająco blisko, zapominając co się sądzi powszechnie (że lepiej pijąc piwo cieszyć się upalnym dniem, bo skoro nikt nie wie, to i ty się nie dowiesz i tylko stracisz czas), to gdzieś tam jednak uchylą się drzwiczki do krainy czarów.

poniedziałek, 7 maja 2018

Nierzeczywistość



Czy wszystko nie jest dziwne? Świat. Niebo, kolory, pomieszczenia, dzianie się - cały ten ład, przyczynowość i brak przyczyny. Najważniejsze, żeby odkryć co to za miejsce i co tu się dzieje. Ktoś odpowie, że nie jesteśmy do tego zdolni i warto tylko wypełniać swój czas jakimś mniej lub bardziej sensownym działaniem. Ale przecież takie tłumaczenie jest elementem tej samej, dziwnej, podejrzanej całości. Należy do tej dziwności i z niej wypływa, więc nie warto mu zawierzać. O tym jaka jest prawda mogę przekonać się tylko sam i tylko wykraczając poza opinie, sądy i zbudowane na bazie przeświadczeń wyobrażenia. Przede wszystkim, poza wyobrażenie o sobie i swoich ograniczeniach.
Pytanie więc brzmi: Czym jest to, co zdaje się mieć byt? Albo prościej, zupełnie prosto, patrząc i słuchając, czując: Co to jest?

Kiedyś już pytałem o to siebie, będąc jak w zamkniętym pudełku z lustrem udającym niebo. Ale może to niebo jest jednak prawdziwe i nie ma dalej żadnej innej, nieskończonej sfery?
Zbyt to proste, zbyt oczywiste... Budzi powracające wątpliwości. Tym bardziej jeszcze zadziwia przeczucie konieczności wszystkiego. Jest tak, jakby ktoś chciał żebym uznał realność pułapki, w której mnie zamknięto i zgodził się na jej umniejszające ograniczenia, mimo że na każdym kroku wywołuje ona poczucie absurdu.
Niedorzeczność? Być może, ale co jeśli tylko w niej pozostała jeszcze jakaś wąska szczelina, przez którą prześwieca słabe światełko prawdy?

sobota, 29 lipca 2017

Postaciowanie



Chaos jest bezpostaciowy. Jest istnieniem niestworzonym. Nieistnieniem. Żeby osiągnąć postać, potrzebuje walki ze sobą samym. Postacią chaosu jest świat, który istnieje jako walka. "Wojna ojcem wszystkich rzeczy" - jest tu sprawczym Logosem. Prawem. To prawo opiera się chaosowi, czerpiąc moc ze swojej zasady samostanowienia.

Warto myśleć o myślach Heraklita.

"I tu też są bogowie" oznacza, że działa tu prawo zagarniające chaos i opierające się mu. Czy opierające? Skoro ma go jako swoją istotę?

Dlaczego walczyć, kiedy walka z istotą walki skazana jest na porażkę? Paradoks.

Dlatego, wyłącznie dlatego, że trzeba walczyć. Nie dla stwórczej funkcji tej walki, ale dla dziwnej, boskiej, ponadboskiej zasady sprzeciwu, która zrodziła się w chaosie, i której on nie opanował. Nie, bo nie. Tak, bo tak. Nie dlatego, żeby zachować ludzki świat, ale dla samej najdziwniejszej z dziwnych dziwności. Dla nieznanej zasady stworzenia, którą masz przed nosem w postaci: "Bo takie jest prawo". Dla mocy bycia. Prawo jest wolą postaciowania chaosu. Jest to wola chaosu, by zostać postacią, która jest. Jest tylko to, co wyszło z chaosu jako jego postać. I nie ma dla niej powrotu do bezpostaciowości, dopóki mówi: jestem, bo jestem.

piątek, 31 marca 2017

O kształcie



Nie potrafimy postrzegać tego, co jest nam niepotrzebne do egzystencji. Przeszłość i przyszłość to dla nas jedynie wyobraźnia, ponieważ jako zwierzęta nie potrzebujemy doświadczać zdarzeń jako całości. Dlatego, na podstawie ludzkiego sposobu pojmowania świata nie sposób dotrzeć do jakiejś prawdy. O czymś takim jak "kształt świata" możemy opowiadać sobie mity, które pozostają chwilowo użyteczne. Współczesne mity tworzy nauka. Od tych archaicznych różnią się one tylko paradygmatem, natomiast ich stosunek do jakiejś prawdy o istocie rzeczywistości jest ten sam – są to ludzkie fantazje, wyobrażenia.

Na podstawie tych wyobrażeń można jednak budować rozmaite działające rzeczy, teorie i urządzenia. Świadczy to o tym, że nasza fantazja u swoich podstaw jest ukierunkowana na praktykę, bo w istocie wywodzi się z czegoś bardzo praktycznego – z zachowań narzędziowych i stadnych - głównie ze wspólnych polowań, które wymagały od człowiekowatych planowania strategii i obejmowania umysłem sporej przestrzeni i czasu. Wyobraźnia ma więc działać, a nie powiadamiać o "prawdzie" i w tym sensie jest jak instynkt.

Wobec tych uwarunkowań, prawda - by tak rzec - „o istocie rzeczy” pozostaje nam niedostępna, a być może nawet nie istnieje w ten prymitywny, funkcjonalny sposób, w jaki pojmujemy istnienie.

Mówiąc prosto i przykładowo: To, że widzimy np. planetę jako kulistą, wcale nie oznacza, że ona naprawdę jest kulista. Oznacza to jedynie, że taki sposób postrzegania zjawisk "tworzących pojęcie planety” jest dla nas najkorzystniejszy z punktu widzenia ekonomii wyobraźni.

środa, 18 stycznia 2017

Czarna sztuka

Rembrandt, Filozof pogrążony w medytacji

- Po co wam takie plugastwo jak dłoń wisielca, albo spodnie ze skóry nieboszczyka? – zapytywał gospodarz domu, w którym panował półmrok, przecinany na dwoje tylko pojedynczym snopem światła, wpadającym przez małe okienko. Światło odsłaniało rozstawione wokół retorty, alembiki, tygle i księgi.

- Czy nie moglibyście obyć się bez nich? Bez tych wszystkich oczu żab i nietoperzych języków? – pytał alchemik. – Do czego tak naprawdę są wam potrzebne, panie Twardowski?

Mężczyzna siedzący po drugiej stronie stołu pogładził siwiejącą, czarną brodę. Oko mu zabłysło.

- Czerpiemy siłę z tego co nieczyste i odrzucone, co wzgardzone przez ludzi. To właśnie, sprawia że duch czarnoksiężnika może trafić do miejsca ludziom obcego. Do świata, którego człowiek nie zniesie. Świata pod matowym niebem. Nasza sztuka potrzebuje oddzielenia od tego co jasne i dzienne, co zwykłe, znane, co akceptowane i poprawne. Potrzebuje więc przywoływania demonów, gniewu, grozy, wstrętu. Wzbudzenia zadziwienia. Dziwności – wypowiedział to słowo ze szczególnym namaszczeniem. - Tak, dziwność jest tu najważniejsza. Niby klucz, otwiera pierwszą bramę poza świat. Im wyraźniejsza dziwność, tym silniejszym nurtem płynie rzeka mocy. Nawet melancholia, ta ciemna noc myśli, pomaga nam w dokonaniu operacji. Wzbudzamy ją w sobie, przywołujemy, żeby wykorzystać tak, jak artysta korzysta z natchnienia. Gdybym mógł szybko przywołać tę moc, bez żadnych przedmiotów, słów, czy melodii, to tak bym czynił i czasem rzeczywiście, udaje mi się... Ale kiedy do wykonania jest wielkie i trudne dzieło, muszę połączyć ze sobą nawet kilka źródeł, które nazywasz plugawymi.

- To przecież rzeczy przeciwne życiu i pięknu! – alchemik żachnął się. - Bo jak można żyć i cieszyć się smakiem, ciepłem, dotykiem, a jednocześnie napawać się rozkładem i zniszczeniem? Pozwól mi to zrozumieć. Sztuka królewska określa to, o czym mówisz jako "nigredo", pierwszą fazę procesu transmutacji. Jest to faza pierwotnego chaosu i zaciemnienia. Należy ją pokonać, by przejść dalej ku doskonaleniu dzieła...

- Czy nie wszystko co smaczne, w innych okolicznościach, czy w innych ustach, wydać by się mogło obrzydliwe i potworne? Jeśli ktoś taki, jak choćby nasz szanowny burmistrz, człowiek bogobojny, rodzinny i przykładny, dziś nie zjadłby ze smakiem swoich dzieci, to nie znaczy, że nie zrobi tego jutro. W rzeczy samej, czy uznamy coś za czyn piękny, czy odrażający, zależy od tego jaką wartość włożymy w niego, lub jaką wkłada w niego ta siła, którą cenimy najbardziej, a która powoduje nami. Cel operacji nie jest w czarnej sztuce najważniejszy. Nie są też najważniejsze pieniądze, rozkosz, czy szkoda wyrządzona wrogowi. Liczy się droga, która odkrywa dziwną prawdę i sama w sobie staje się upragnionym celem.

- Twierdzisz więc, że czarnoksięstwo jest sztuką, która podobnie do sztuki królewskiej, ważna jest dla samej siebie?

- Kiedy przychodzi moc, to jest ona podobna do gorącego wiatru. Czy wzbudza go jakiś bóg? Nie wiem. Żyją czarnoksiężnicy, którzy, by go przyzwać zwracają się do bogów. Są też tacy, którzy czekają aż on zawieje niewezwany. Dlaczego jednak ktoś wybiera dobrowolne opowiedzenie się po stronie ciemności? Otóż, nie wybiera. Tak naprawdę żaden z nas nie pragnął dla siebie swojej ścieżki. Znaleźliśmy się na niej, bo wybrał ją dla nas los.