Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

Czarna sztuka

Rembrandt, Filozof pogrążony w medytacji

- Po co wam takie plugastwo jak dłoń wisielca, albo spodnie ze skóry nieboszczyka? – zapytywał gospodarz domu, w którym panował półmrok, przecinany na dwoje tylko pojedynczym snopem światła, wpadającym przez małe okienko. Światło odsłaniało rozstawione wokół retorty, alembiki, tygle i księgi.

- Czy nie moglibyście obyć się bez nich? Bez tych wszystkich oczu żab i nietoperzych języków? – pytał alchemik. – Do czego tak naprawdę są wam potrzebne, panie Twardowski?

Mężczyzna siedzący po drugiej stronie stołu pogładził siwiejącą, czarną brodę. Oko mu zabłysło.

- Czerpiemy siłę z tego co nieczyste i odrzucone, co wzgardzone przez ludzi. To właśnie, sprawia że duch czarnoksiężnika może trafić do miejsca ludziom obcego. Do świata, którego człowiek nie zniesie. Świata pod matowym niebem. Nasza sztuka potrzebuje oddzielenia od tego co jasne i dzienne, co zwykłe, znane, co akceptowane i poprawne. Potrzebuje więc przywoływania demonów, gniewu, grozy, wstrętu. Wzbudzenia zadziwienia. Dziwności – wypowiedział to słowo ze szczególnym namaszczeniem. - Tak, dziwność jest tu najważniejsza. Niby klucz, otwiera pierwszą bramę poza świat. Im wyraźniejsza dziwność, tym silniejszym nurtem płynie rzeka mocy. Nawet melancholia, ta ciemna noc myśli, pomaga nam w dokonaniu operacji. Wzbudzamy ją w sobie, przywołujemy, żeby wykorzystać tak, jak artysta korzysta z natchnienia. Gdybym mógł szybko przywołać tę moc, bez żadnych przedmiotów, słów, czy melodii, to tak bym czynił i czasem rzeczywiście, udaje mi się... Ale kiedy do wykonania jest wielkie i trudne dzieło, muszę połączyć ze sobą nawet kilka źródeł, które nazywasz plugawymi.

- To przecież rzeczy przeciwne życiu i pięknu! – alchemik żachnął się. - Bo jak można żyć i cieszyć się smakiem, ciepłem, dotykiem, a jednocześnie napawać się rozkładem i zniszczeniem? Pozwól mi to zrozumieć. Sztuka królewska określa to, o czym mówisz jako "nigredo", pierwszą fazę procesu transmutacji. Jest to faza pierwotnego chaosu i zaciemnienia. Należy ją pokonać, by przejść dalej ku doskonaleniu dzieła...

- Czy nie wszystko co smaczne, w innych okolicznościach, czy w innych ustach, wydać by się mogło obrzydliwe i potworne? Jeśli ktoś taki, jak choćby nasz szanowny burmistrz, człowiek bogobojny, rodzinny i przykładny, dziś nie zjadłby ze smakiem swoich dzieci, to nie znaczy, że nie zrobi tego jutro. W rzeczy samej, czy uznamy coś za czyn piękny, czy odrażający, zależy od tego jaką wartość włożymy w niego, lub jaką wkłada w niego ta siła, którą cenimy najbardziej, a która powoduje nami. Cel operacji nie jest w czarnej sztuce najważniejszy. Nie są też najważniejsze pieniądze, rozkosz, czy szkoda wyrządzona wrogowi. Liczy się droga, która odkrywa dziwną prawdę i sama w sobie staje się upragnionym celem.

- Twierdzisz więc, że czarnoksięstwo jest sztuką, która podobnie do sztuki królewskiej, ważna jest dla samej siebie?

- Kiedy przychodzi moc, to jest ona podobna do gorącego wiatru. Czy wzbudza go jakiś bóg? Nie wiem. Żyją czarnoksiężnicy, którzy, by go przyzwać zwracają się do bogów. Są też tacy, którzy czekają aż on zawieje niewezwany. Dlaczego jednak ktoś wybiera dobrowolne opowiedzenie się po stronie ciemności? Otóż, nie wybiera. Tak naprawdę żaden z nas nie pragnął dla siebie swojej ścieżki. Znaleźliśmy się na niej, bo wybrał ją dla nas los.

piątek, 16 grudnia 2016

Bajka o ciemnej planecie

 
Cóż to za zmarznięta bryła materii, dryfująca w ciemnej przestrzeni? Nieogrzana żadnym słońcem. Na jej powierzchni - gdyby udało się czymś ją rozświetlić - można by zobaczyć kikuty drzew, domy, autostrady, pasma górskie i olbrzymie płaszczyzny zupełnie nieruchomych oceanów. A gdzieniegdzie, pod warstwą białego pyłu, walające się, stwardniałe trupy zwierząt i ludzi.

Gdyby patrzeć dalej, zobaczyłoby się kratery. Bo chociaż dzień i noc dawno już zakończyły tutaj swój bieg, a czas, jak się zdaje, umarł, to bryła spotyka przypadkowo innych kosmicznych wędrowców, którzy, tak jak ona, zabłądzili w to ciemne i puste miejsce na krańcach galaktyki.

Każde uderzenie meteoru jest tutaj początkiem i końcem historii – od nicości, do nicości. W całkowitym mroku przychodzi on cicho i niespodziewanie. Wzbudza drżenie, podrzucając do góry drobiny lodowego pyłu, strzępy drzew i samochodów. Łamie place zabaw, zgniata zamarznięte wózeczki z zamarzniętymi truchełkami dzieci, które ledwo przywołane do życia, zgasły razem ze swoim kosmicznym domem.

Czy ta zimna bryła była kiedyś nazywana Ziemią? Czy to może być prawda? Gdyby ktoś mógł wiedzieć co się tutaj zdarzyło, zapewne zadałby sobie pytanie: Gdzie podziała się wrzawa wcześniejszych tysiącleci, gdy ta martwa dziś planeta, wciąż jeszcze rodziła miliardy istot? Kiedy była świadkiem dramatów - nagłych zwrotów, pomyłek ewolucji, zaskoczeń, zbrodni, radości.
Gdzie się to wszystko podziało? Czy istnieje w jakimś odległym, nieprzemijalnym czasie? Czy może zamarło w przeszłości, której nikt już nie przywoła? A może wcale tego nie było?
Może odpowiedź nie ma znaczenia, bo kiedy za kilka miliardów lat zgaśnie ostatnia odległa gwiazda, martwa planeta będzie tak samo zimna i ciemna jak teraz. Tak, jakby nigdy nie było na niej żadnego życia. Żadnych dramatów. Żadnej dziwacznej pomyłki zrodzonej z roztopionego lodu, ogrzanego światłem pobliskiej gwiazdy.

***
 
- Spójrz na cienie! Ślizgają się po ziemi, jak na przyspieszonym filmie. Więc, to jednak prawda. Niedługo wszystko się skończy.
- Biegnij, zaraz będziemy w domu.
- Nie chcę widzieć tego co się stanie.
- Czujesz, jak spada temperatura? Ziemia oddala się od orbity. Leci gdzieś poza układ. Słońce zmniejsza się powoli. Czeka nas długi wieczór. Wystarczy czasu, żeby upić się i nie obudzić.