Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współczesność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współczesność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2020

Co tracimy?

Zdzisław Beksiński, Bez tytułu

Poprzez telewizory i telefony w stopniu niewielkim, ale poprzez telefony mobilne i internet utraciliśmy już większość satysfakcji, którą, jako istota stadna, odczuwaliśmy dawniej na myśl o spotkaniu i przebywaniu z, mniej lub bardziej, bliskimi ludźmi.

Wyobraźmy sobie, że telefony i komputery nagle znikają. Znikają telewizory. Nasi bliscy są gdzieś, lecz nie możemy się z nimi skontaktować. Musimy czekać i wierzyć, że spotkamy się gdzieś, za jakiś czas, w miejscu umówionym. Jak zwykle, przy świętach, itd. A kiedy ta chwila wreszcie nadchodzi, odczuwamy szczerą radość, że jeszcze raz się udało. Być może nie wszystkim. Kogoś mogło tym razem zabraknąć. A może już ostatecznie? Te sprawy - więzi i bycie blisko – z powrotem nabierają znaczenia. Wieści stają się cenne, wiedza staje się cenna. Ceni się człowieka i jego obecność. Opowieść się ceni.

A teraz wyobraźmy sobie, że gaśnie światło i nadchodzą zimne, groźne noce. Małe grupki gromadzą się wokół jasnych plamek ognisk, rozpalanych w opustoszałych ruinach miast. Za dnia wędrują w poszukiwaniu wody, jedzenia i ubrań. „Czas kiedy człowiek będzie całował ślad człowieka na piasku”*, to może być straszny czas życia pełnego.
Gdzieś tu, myślę, kryje się tęsknota za postapokalipsą.


* Słowa przypisywane Nostradamusowi.

czwartek, 21 września 2017

Współczesność jest martwa

Trolle, J.R.R. Tolkien

„Wzrok odmieniony wszystko odmienia.” 
                                            William Blake


Od kiedy pamiętam, nie opuszcza mnie przeświadczenie (a może jest to raczej odczucie?), że ten świat nie jest mój i tylko wykraczanie poza niego i walka z jego przytłaczającą zwykłością może mieć jakąś wartość.

Jako chłopiec pragnąłem znaleźć się w tolkienowskim Śródziemiu: Oto kraina mitu, gdzie wszystko jest prawdziwe! Kraina wartości i znaczeń - zupełne zaprzeczenie mojej wulgarnej współczesności, przesiąkającej chłodem maszyny i przeczuwanym już mechanicznym zachowaniem ludzkich automatów. Współczesności pozbawionej treści, dla której warto byłoby brnąć przez codzienność.
Uległem czarowi baśni Tolkiena i udało mi się zobaczyć swoją współczesność taką, jaką mogłaby być, gdyby ją zaczarować. Trzeba tu powiedzieć, że tolkienowskie pojęcie „zaczarowania”, którym posługuje się on w eseju „O baśniach”, stanowi jakby esencję pragnienia twórczości i w odróżnieniu od magii, jako czegoś technicznego, ma swoje źródło poza światem - w krainie baśni i mitu.

„Zaczarowanie” odmienia więc świat, wprowadzając do współczesności element wiecznej materii mitu. A przez łączność z tą „materią” wywołuje w teraźniejszości, pierwotnie wyzbytej znaczeń, upajające przeżycie „dotknięcia wieczności”. Dzieje się tak dzięki wyobraźni, która niejako poprzedza percepcję. Nie w tym jednak sensie, że jest od niej bardziej pierwotna, ale w tym, że ją określa. Oba te czynniki składają się na rzeczywistość i prawie nigdy nie prezentują się nam osobno. Jeśli zaś dojdzie do takiego podziału i percepcja odłączy się od wyobraźni, mamy do czynienia z doświadczeniem „oświecenia”, albo z wizjami mistycznymi, (czasem też oczywiście z obłędem). Jedną z postaci tych mistycznych fenomenów jest przeżycie wyjścia poza czas, albo raczej poza historię, poza ciągłość „stawania się” rzeczy i wkroczenie w pewnego rodzaju czysty świat znaczeń.

Dzięki wyobraźni wyrywającej się z objęć percepcji, pojawia się przeżycie fascynacji dziwnością lub pięknem, albo niekiedy porażenia „sakralnym przestrachem”. Przestrachem „nie z tego świata”.
Sama współczesność (rozumiana już jako „zwykłość teraźniejszości”, ale także szerzej, jako okres pozostawania w przywiązaniu do „tego, co jest dane”), będąc percepcją ubraną w jednakowo skrojone wzorce wtórnych wyobrażeń, pozbawiona jest znaczenia i nabiera go dopiero stając się historią.

Ilekroć przestaje nam wystarczać taka martwa współczesność, bierze nas w posiadanie mit. Włada on nami najsilniej poprzez pragnienie wyjścia poza czas i poza historię, a wreszcie każe nam pożądać kondycji boskiej. Jest to popęd do jakiegoś illo tempore: Krainy Czarów, Złotego Wieku, czy choćby aborygeńskiego Czasu Snu. Do rzeczywistości mitu, która, przybierając różne formy, w chwili swojej obecności aktualizuje się jako wieczność.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Współczesność zawsze wymaga przezwyciężenia



Twórczość jest formą buntu. Bywa bardziej lub mniej napędzana buntem przeciwko rzeczywistości i jest znacząca tylko jako sposób wyjścia ze znienawidzonej współczesności. Staje się wtedy najważniejszą aktywnością. Przeszłość i przyszłość są formami mitu, który snujemy sami dla siebie, ponieważ nie znosimy teraźniejszości. Jej banalna zgoda na to co jest - na brzydotę, na pospolitość - jest nie do przyjęcia, dlatego wymaga ciągłego zaprzeczania. Pospolitość i brzydota to cechy każdej współczesności. Przeszłość ma nad nią tę wyższość, że grzebie je w zapomnieniu, zaś przyszłość w ogóle nie chce ich widzieć. Bunt szuka więc wyniesienia poza szare, martwe za życia społeczeństwo przystosowanych. W wyniesieniu tym upatruje zbawienia - wejścia do jakiegoś życia prawdziwego i ratunku od śmierci z bezsensu. Próbuje porozumieć się ze światem i odnaleźć we współczesności miejsce dla siebie - w tym „co jest”, a nie „było” lub „ma być”, umieć odnajdować piękno. Brzydota i pospolitość sprawiają, że bunt powraca wraz z bólem, by nam towarzyszyć i konstytuować ludzki świat.

Czasem da się odczuć i niemal zobaczyć grupę duchów, które się na swojej drodze przygarnęło, i które stają obok, jako wsparcie. Szepczą wtedy słowa przypomnienia o ukrytym, o treści która domaga się zaistnienia, o tym co należy chronić i pielęgnować, podsycając w sobie płomień oporu przeciw zastanemu.

Największym problemem i czynnikiem depresyjnym bywa tutaj stereotypowe przekonanie, że z buntu się wyrasta i jest on zawsze objawem niedojrzałości, że należy go z siebie usunąć jako infantylny relikt okresu dorastania. Poddanie się temu przeświadczeniu sprawia, że jeszcze trudniej znieść ludzi, którzy reprezentują postawę skrajnej uległości wobec świata i życia. Zwłaszcza uległości religijnej.
Bunt dojrzały, znający siebie samego – taki, który obdarza zgodą na rolę wiecznego opozycjonisty – staje się jedynym oparciem w zmienności wiecznego „teraz”, w egzystencji pozbawionej jakichkolwiek stałych wartości.

Odrzucając każdy schemat, zwłaszcza własny - automatycznie narzucający się - nie poddawać się koleinom, poszukując wciąż nowych dróg. Z energią, lecz bez mozołu. Drogi te, to ścieżki w gęstym lesie. Jednak stąpa się po nich lekko. Znakiem właściwej ścieżki jest entuzjazm. Koniecznością, by się na niej utrzymać - nieustanne wykraczanie poza konwencje.

Świadomość takiej roli implikuje gotowość do walki. I w tym miejscu rodzi się spokojna akceptacja, z której następnie wypływa podniecenie przygodą, wyczekiwaną niczym przynależne nam, chociaż wciąż nieznane dziedzictwo – obudzenie nie tylko świadomych, ale też ukrytych władz ducha.

poniedziałek, 24 października 2016

"Zanim zabierze nas światło..." - przeciw pułapce komfortu




Umysł lubi przywiązywać się do wzorców myślenia i zachowania. Popularność zdobywają wzorce najprostsze, które pozwalają na oszczędność energii, a przy tym obiecują jakąś dostateczną skuteczność działania.

Wzorce myślenia wiążą się z podążaniem po przetartych koleinach sprawdzonego schematu. Społeczeństwo narzuca je jednostkom nieumyślnie. Ma to na celu zaoszczędzenie energii wydatkowanej na synchronizację osobników w stadzie. Efekt uboczny jest taki, że wybitne, wolne jednostki doznają go jako przykrości i ograniczenia. Pewnego rodzaju wrażenia zamknięcia, uwięzienia, które wywołuje reakcję buntu.

Czasem wystarczy znaleźć się w miejscu, gdzie np. słucha się radia, żeby odczuć na sobie to „wsysanie”. Ten sam mechanizm synchronizacji, tyle że ze znacznie większą gwałtownością, manifestuje się jako psychologia tłumu i szybko wtedy ulega rozładowaniu.

I ta druga forma uwikłania jest łatwiejsza do zauważenia, niż rozłożone w czasie dopasowywanie się. Owo uleganie subtelnej presji otoczenia, aż do całkowitego wyzbycia się możliwości i woli wykroczenia poza schemat.

Dotyczy to każdej formy twórczości, ale przede wszystkim - wolnego, świadomego myślenia.
I dotyczy każdej grupy ludzi, która wytwarza wzorce.

Norweski black metal, wyrósł jako wyraz buntu przeciwko duszącemu oddziaływaniu nowoczesnego społeczeństwa, ale z czasem jednak trochę mu uległ. Wstąpił w koleiny, których zaprzeczeniem chciał być pierwotnie. Początek tego procesu widać w powyższym, klasycznym już reportażu.

Zdolność do dostrzegania piękna i do twórczego myślenia o świecie - do myślenia prawdziwego - wymaga bowiem siły i okresowego jej odnawiania. Ta siła odradza się w buncie, koniecznym do uśmiercenia starych, krępujących energię form.