Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mysterium fascinans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mysterium fascinans. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2020

Mysterium

Poczucie kontaktu z sacrum, przeżycie misteryjne – to nie jest coś, co prowadzi do jakichś zbawień, by w ten sposób uwalniać od życia. To jest raczej przygoda, której się pożąda, kiedy już się w niej zasmakowało. Znów i znów, bo nic innego nie jest do niej podobne. Nic nie ma podobnego blasku.

czwartek, 21 września 2017

Współczesność jest martwa

Trolle, J.R.R. Tolkien

„Wzrok odmieniony wszystko odmienia.” 
                                            William Blake


Od kiedy pamiętam, nie opuszcza mnie przeświadczenie (a może jest to raczej odczucie?), że ten świat nie jest mój i tylko wykraczanie poza niego i walka z jego przytłaczającą zwykłością może mieć jakąś wartość.

Jako chłopiec pragnąłem znaleźć się w tolkienowskim Śródziemiu: Oto kraina mitu, gdzie wszystko jest prawdziwe! Kraina wartości i znaczeń - zupełne zaprzeczenie mojej wulgarnej współczesności, przesiąkającej chłodem maszyny i przeczuwanym już mechanicznym zachowaniem ludzkich automatów. Współczesności pozbawionej treści, dla której warto byłoby brnąć przez codzienność.
Uległem czarowi baśni Tolkiena i udało mi się zobaczyć swoją współczesność taką, jaką mogłaby być, gdyby ją zaczarować. Trzeba tu powiedzieć, że tolkienowskie pojęcie „zaczarowania”, którym posługuje się on w eseju „O baśniach”, stanowi jakby esencję pragnienia twórczości i w odróżnieniu od magii, jako czegoś technicznego, ma swoje źródło poza światem - w krainie baśni i mitu.

„Zaczarowanie” odmienia więc świat, wprowadzając do współczesności element wiecznej materii mitu. A przez łączność z tą „materią” wywołuje w teraźniejszości, pierwotnie wyzbytej znaczeń, upajające przeżycie „dotknięcia wieczności”. Dzieje się tak dzięki wyobraźni, która niejako poprzedza percepcję. Nie w tym jednak sensie, że jest od niej bardziej pierwotna, ale w tym, że ją określa. Oba te czynniki składają się na rzeczywistość i prawie nigdy nie prezentują się nam osobno. Jeśli zaś dojdzie do takiego podziału i percepcja odłączy się od wyobraźni, mamy do czynienia z doświadczeniem „oświecenia”, albo z wizjami mistycznymi, (czasem też oczywiście z obłędem). Jedną z postaci tych mistycznych fenomenów jest przeżycie wyjścia poza czas, albo raczej poza historię, poza ciągłość „stawania się” rzeczy i wkroczenie w pewnego rodzaju czysty świat znaczeń.

Dzięki wyobraźni wyrywającej się z objęć percepcji, pojawia się przeżycie fascynacji dziwnością lub pięknem, albo niekiedy porażenia „sakralnym przestrachem”. Przestrachem „nie z tego świata”.
Sama współczesność (rozumiana już jako „zwykłość teraźniejszości”, ale także szerzej, jako okres pozostawania w przywiązaniu do „tego, co jest dane”), będąc percepcją ubraną w jednakowo skrojone wzorce wtórnych wyobrażeń, pozbawiona jest znaczenia i nabiera go dopiero stając się historią.

Ilekroć przestaje nam wystarczać taka martwa współczesność, bierze nas w posiadanie mit. Włada on nami najsilniej poprzez pragnienie wyjścia poza czas i poza historię, a wreszcie każe nam pożądać kondycji boskiej. Jest to popęd do jakiegoś illo tempore: Krainy Czarów, Złotego Wieku, czy choćby aborygeńskiego Czasu Snu. Do rzeczywistości mitu, która, przybierając różne formy, w chwili swojej obecności aktualizuje się jako wieczność.

piątek, 28 kwietnia 2017

Mistyczne iluzje, a bydlęca prawda

Ilustracja ze strony: https://www.facebook.com/dwarfdigital/?pnref=story


Neolityczna świątynia - film

Mysterium tremendum, mysterium fascinans Rudolfa Otto i wszystkie inne doświadczenia mistyczne, oparte na uczuciu ożywiającym wyobraźnię, są oczywiście iluzoryczne, ale czy cały świat rozpościerający się w naszych umysłach - jego obraz – każde piękno i brzydota - czy nie są iluzją również?

Pomyślałem o tym oglądając powyższą wizualizację neolitycznej świątyni pod gołym niebem, gdzie zaraz za granicami miejsca kultowego rozlokowane były zagrody dla bydła. Ludzie, uczestnicy, w uniesieniu przeżywający świętość miejsca i głębię misteriów przemiany pór roku… Wyobraziłem sobie jak po skończonym obrzędzie, z roztańczonymi jeszcze duszami, wychodzą wprost na zagrody. A tam, odporne na piękno, obojętne i ufne, nieświadome ani czasu, ani ludzkiego świata z jego fascinans i tremendum, „czyste”, bo wolne od subtelnych drgnień iluzji, krowy, spokojnie przeżuwające trawę…

Bydło czyste, bo nieprzeczuwające nawet głębi nieistniejącego, które majaczy pod kapturem tajemnicy.
Bydło niewiedzące, że nie ma tam nic poza pustym miejscem, wokół którego snują się wielobarwne wstęgi tęsknot, stwarzających ludzki świat.