Dziś są imienino-urodziny mojej mamy. Zadzwoniłem do niej, a potem położyłem się na popołudniową krótką drzemkę. Przyśniło mi się, że jesteśmy ni to u niej w mieszkaniu, ni to w jej pokoju mojego domu rodzinnego. Zmierzchało już. Ktoś zapukał do drzwi balkonowych i mama mu otworzyła. Usłyszałem głos wujka Mariana, który, po złożeniu jej życzeń, powiedział coś w tym rodzaju: „Przepraszam, ale to "on" (albo „Piotrek” – nie jestem pewien) był niemiły”. Słysząc to pomyślałem, że Marian brzmi nadzwyczaj dobrze i młodo jak na niego. Tym bardziej, że przecież nie żyje. Umarł w tym roku.
Dreszcz, który przebiegł mi po plecach niósł ze sobą silne podejrzenie, że tamta postać nie jest moim wujkiem.
Ruszyłem do drzwi wejściowych, by przed nocą przekręcić w nich łucznik. Okazały się otwarte na oścież - tak drzwi do sieni, jak i zewnętrzne. Wiało od nich zimnym granatowym mrokiem. Nieprzyjemnym. Chciałem zamknąć oboje drzwi, zanim ta postać w nich stanie. Ale już słyszałem zbliżający się szelest jej kroków na suchej trawie.
Wobec tego postanowiłem utrzymać pozycję. Zresztą, jakoś tak nie bardzo mogłem się ruszyć...
Na schodkach przed wejściem, na tle wieczornego mroku, stanęła postać w kapeluszu osiemnastowiecznego rozbójnika, zamaskowana na twarzy kołnierzem płaszcza i czarną chustą. I cała jakaś taka ciemna, spowita półmrokiem, z jedynie elementami granatowymi stroju w kolorze nocnego nieba. Kiedy chciałem zapytać kim jest, czego chce i co to wszystko ma znaczyć, moje usta otworzyły się bezgłośnie i poczułem jak wybudzam się bardzo powoli.
I mimo woli. Bo skoro okazało się już, że to tylko sen, chciałem w nim jeszcze chwilę zostać. Być może nawet dłuższą chwilę. W tym czasie jednak postać, wyciągając w milczeniu rękę, zmieniała się. Była raz to męska, raz żeńska. Raz mniejsza, raz większa. Była wieloma postaciami, a ja z wolna stawałem się bardziej świadom leżenia na łóżku, niż tego snu, wolno się rozwiewającego.
I teraz myślę, że był to mój własny Cień, który przyszedł porozmawiać ze mną w ten październikowy wieczór. Być może obaj lubimy ten jesienny czas umarłych.
Ale ciekawe i zabawne, że głos wujka Mariana, którym przemawiał wcześniej, wybrał młodo brzmiący, tak jak w opowiadaniu o „umytym ojcu” (tytułu nie pamiętam), które przeczytałem parę dni temu. Tam zmarli śnili się zawsze młodo, zanim umarli na dobre i przestawali się śnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz